To nie jest dobry dzień. Nie będę się tu zgrywał z lamentem i żałobą na pokaz, "bo tak wypada". Z pewnością nie będę płakał po Stevie, ale zwyczajnie, po ludzku - jest mi szkoda odejścia człowieka, który zmienił oblicze współczesnej elektroniki użytkowej. Niezależnie od tego, jak oceniamy jego dokonania, Steve mógł jeszcze tak wiele zrobić. Mógł jeszcze przez wiele lat cieszyć nas - po obu stronach płotu jabłkowego rezerwatu - swoimi pomysłami, ideami, odmiennym myśleniem. Od dłuższego czasu przymierzałem się do napisania tekstu pt. "Śpieszmy się pisać o Stevie, tak szybko odchodzi". Chciałem napisać o tym, jak oceniam wpływ Steva na nasze postrzeganie przedmiotów użytkowych, na sposób konsumpcji mediów, rozrywki, na kształtowanie gustów, zachowań, trendów. To miał być tekst podsumowujący wiele lat zmian, nierzadko gorzki, bo w wielu obszarach krytycznie oceniam dorobek Steva. To miała być polemika z żywą postacią, która wywarła piętno na życiu wielu ludzi. Steve mnie wykiwał. Nie zdążyłem. I obawiam się, że ten tekst prędko nie powstanie, bo teraz nie będzie wypadało pisać źle o kupertyńskim wizjonerze. Że nie będzie można szczerze powiedzieć co się myśli, bo Steva chroni teraz niebiański immunitet. Przynajmniej przez jakiś czas, bo na każdego w końcu przychodzi czas podsumowań. Nastroje wśród fanów Apple są takie, jakby odszedł ktoś wielki i bardzo bliski, geniusz, ojciec narodu, mąż opatrznościowy, wizjoner. Nie przeczę, że niektórzy bardzo mocno przeżywają ten moment - ich prawo, ich emocje, ich prawo postrzegania rzeczywistości. Wszystko zależy od tego, jak mocno utożsamili się z osobą i firmą, której produktów używają. Mnie coś takiego na szczęście ominęło. Nie wydaje mi się, że świat się właśnie skończył. Bardziej obeszła mnie śmierć Stanisława Lema, który w wizjonerstwie znacznie przekroczył horyzonty myślowe Jobsa, wiedział o ludzkiej naturze znacznie więcej niż komukolwiek w Kaliforni się śniło, a jego twórczość od 30 lat jest dla mnie nieodmiennie inspiracją i niedościgłym wzorem postawy filozoficznej i literackiej kreacji. Lem miał i ma nadal wpływ na moje postrzeganie świata. Żaden kawałek elektroniki nie potrafi tego uczynić. Zawsze byłem zwolennikiem tezy, że przedmioty są do używania, nie do wielbienia, a nazwisko i biologiczna egzystencja szefa firmy, która wyprodukowała mój telewizor, telefon, samochód czy lodówkę są mi obojętne. To nie cynizm, to pragnienie normalności. Dlatego płacze i lamenty, że iPhony, iPady czy Maki już nie będą takie same, odbieram jako przejaw niedojrzałości, jak płacz dziecka, bo umarł pan, który rozdawał cukierki. Przecież cukierki zostają, jak nie te, to będą inne, może nawet smaczniejsze i zdrowsze? Utożsamianie człowieka z firmą i jej produktami to dla mnie zbyt wielka paralela (trudne słowo), to przypisywanie zwykłemu człowiekowi cech nadludzkich. Wiem, co Steve znaczy dla Apple, ale co Apple znaczy dla ludzkości? Steve odszedł, Apple zostaje - wielkie, bogate, czczone i od dzisiaj ozdobione ogromnym aluminiowym znakiem zapytania - co dalej? Teraz okaże się, czy produkty z Cupertino składały się w 80% z charyzmy Steva, czy są naprawdę dobrymi kawałkami krzemu, szkła i aluminium. To będzie trudny czas dla Apple, które pozbawione nimbu geniuszu i wizjonerstwa, będzie musiało się zmierzyć z trudną rzeczywistością. Może zamiast wyznawców, wreszcie będzie mieć racjonalnie myślących użytkowników, a ja będę musiał zająć się pisaniem o polityce? Wszędzie widać peany na cześć Steva w żałobnych komentarzach, deklaracje wierności, akty strzeliste, darcie szat nad końcem epoki. OK, każdy ma prawo do takiej żałoby, jaka mu pasuje. Mnie też smuci odejście człowieka, który w jakiś sposób imponował mi konsekwencją i uporem z jakim wprowadzał w życie swoją wizję świata, choć się z nią nie zgadzałem. W czysto ludzkim wymiarze żal mi śmierci człowieka, który zostawił rodzinę, bliskich, znajomych, plany na przyszłość. Szkoda. Mam też świadomość, że odszedł facet, bez którego zapewne nie byłoby Applefobii, ale w przeciwieństwie do niektórych fanbojów, widzę ciąg dalszy tej historii, bo skoro jego geny tkwią w tkance Apple, to możemy się spodziewać kolejnych niespodzianek :) Dzisiejszy dzień to dobry moment, aby przez chwilę pomyśleć, czy nasz emocjonalny stosunek do przedmiotu, marki, firmy nie wykracza poza granice zdrowego rozsądku. Idźcie na spacer, odessijcie się na chwilę od monitorów, pobądźcie z przyjaciółmi. Jutro też będzie dzień
|