Forum CDRinfo.pl

Forum CDRinfo.pl (https://forum.cdrinfo.pl/)
-   Off topic (https://forum.cdrinfo.pl/f5/)
-   -   Głupota na drodze (https://forum.cdrinfo.pl/f5/glupota-drodze-23542/)

Patrixs 20.07.2003 23:02

Cytat:

Patrix napisa***322;(a)
Ja kiedyś jechałem (nie jako kierowca ;)) było już ciemno,
jedziemy już tak jakiś czas i mija nas samochód, mryga światłami, tato zastanawia sie o co mu chodzi, a po paru sekundach po hamulcach wydar - czarne bmw ktos se zaparkowal na drodze, nie oswietlone, bez trojkąta, nic nie widac grrr

ludzka glupota nie zna granic


Możliwe, że ten koleś poszedł w kszaczory, albo wystawił auto na rozbicie, bo potrzebował kasy z ubezpieczenia, a nie chciało mu się szukać nabywcy, albo poprosu co najbardziej prawdopodobne to był idiota... tak czy inaczej mógł kogoś uszkodzić :(

Adik 20.07.2003 21:31

a propos "informowania" psychicznych kierowcow: ja co prawda nie jestem kierowca (samochodu), ale rowerkiem czesto po drogach jezdze i moge powiedziec, ze niektorzy "kierowcy" to po prostu skonczeni *****e. na przyklad jadac rowerem po ulicy (bez pobocza) jade jak najblizej krawedzi drogi, a tu naraz 30 cm kolo mnie przejezdza 120 km/h jakis poj*eb. oni chyba na prawde nie maja mozgow... ale najgorsi sa ci, ktorzy sie "skradaja" samochodem za rowerzysta podjezdzaja jak blisko sie da i nagle ni z tad ni z owad daja po klaksonie, a rowerzysta malo zawalu nie dostaje... dla takich mam tylko 2 recepty: albo dogonic sqr*wiela na swiatlach i "poczestowac" kluczykiem jego maske czy drzwi, albo na przyklad "niechcacy" zachaczyc jego lusterko, tak zeby przypadkiem sie posypalo na ziemie w drobny mak...
moze to nie jest zbyt inteligentne wyjscie, ale jak ***** chce sie zabawic, to czemu nie...- niech sie bawia obie strony

Patrix 20.07.2003 13:00

Ja kiedyś jechałem (nie jako kierowca ;)) było już ciemno,
jedziemy już tak jakiś czas i mija nas samochód, mryga światłami, tato zastanawia sie o co mu chodzi, a po paru sekundach po hamulcach wydar - czarne bmw ktos se zaparkowal na drodze, nie oswietlone, bez trojkąta, nic nie widac grrr

ludzka glupota nie zna granic

Eliasz 20.07.2003 12:44

Najlepiej zawsze wozić ze sobą w samochodzie kij do baseballa...;)
Pzdr.

andrzejj9 19.07.2003 22:43

Cytat:

puch napisa***322;(a)

W konkretnej cytowanej sytuacji kierowca ciężarówki nie zjechał, bo droga była wąska, z drzewami i głębokim rowem - gdyby zjechał, wpadłby do rowu i przewrócił się, albo uderzył w drzewo, a najprawdopodobniej jedno i drugie. Nie dziwię się więc, że nie zjechał.

I slusznie :) Jakbym jechal ciezarowka i zobaczyl takiego glupka z przodu, tez bym w niego przywalil

puch 19.07.2003 22:39

Cytat:

andrzejj9 napisał(a):
(...) faktycznie widzac jadacy samochod z naprzeciwka, nawet wiedzac, ze to on jedzie pod prad, mozna a nawet trzeba zjechac,
Jasne! O ile pamiętam, gdzieś na samym początku Kodeksu Drogowego jest nawet przepis mówiący, że obowiązkiem każdego uczestnika ruchu drogowego jest uczynienie wszystkiego co możliwe aby uniknąć wypadku, nawet jeśli wymagałoby to złamania innych przepisów drogowych. W myśl tego przepisu kierujący nie może bezwzględnie ezgekwować swoich praw, lecz ma obowiązek np. zjechać na pobocze, przecinając ciągłą linię, żeby uniknąć zderzenia z jadącym z przeciwka wariatem, wyprzedzającym na trzeciego. Jeśli tego nie zrobi, też może być pociągnięty do odpowiedzialności - za to, że bezwzględnie egzekwował swoje prawo do swojej połowy jezdni i nie zrobił nic, aby uniknąć wypadku. Poza tym, każdy, kto ma choć trochę instynktu samozachowawczego, będzie próbował uciekać, jeśli oczywiście będą po temu warunki. Sytuację tę oczywiście wykorzystują do końca różni bezczelni cwaniacy, wymuszający na jadących z przeciwka zjeżdżanie na pobocze.

W konkretnej cytowanej sytuacji kierowca ciężarówki nie zjechał, bo droga była wąska, z drzewami i głębokim rowem - gdyby zjechał, wpadłby do rowu i przewrócił się, albo uderzył w drzewo, a najprawdopodobniej jedno i drugie. Nie dziwię się więc, że nie zjechał.

andrzejj9 19.07.2003 22:30

Cytat:

puch napisa***322;(a)
Już dawno stwiedzono, że to nie surowość kary odstrasza, tylko jej nieuchronność. Gdyby gość wiedział, że jak tylko się wychyli, dostanie mandat, ale to na mur, na 100%, w dowolnym miejscu, o dowolnej porze dnia i nocy, i załapał 15 mandatów jednego dnia, to może by to coś dało - choć w przypadku ludzi "nieprowadzących rozumu" nawet wtedy miałbym wątpliwości.

Dokladnie. Kiedy bylem przez pewien czas w Ameryce, zwrocilem na jedno uwage. Tam, kiedy normalnie jezdzisz, policja nie rzuca sie w oczy, ale jesli tylko przekroczysz w jakikolwiek sposob przepisy, od razu sie znajdzie :) Nie wiadomo skad i jak, ale mozesz byc pewny, ze tak bedzie ;) I taka nieuchronnosc kary sprawia, ze przepisy sa respektowane, a kierowcy dwa razy zastanawiaja sie nad tym, co robia. No i jazda automatycznie robi sie bezpieczniejsza, bo wszyscy kretyni, jesli takowi sie znajda, bardzo szybko sa eliminowani. Jak jest u nas, wszyscy wiedza...

andrzejj9 19.07.2003 22:27

Cytat:

bgn napisa***322;(a)
jako czlowiek, ktoremu taki 22-letni kretyn rozbil auto ( na szcescie nic mi sie nie stalo) i jeszcze dodatkowo poza swoim dwa inne marzy mi sie taki scenarium.
Przyjezdza policja, daje mi Kalacha -kretyn siadaw swoim aucie - lub tym co z niego pozostalo, a ja odreagowuje stres.
A powaznie powinno sie karac nie tylko mandatami za przekraczanie predkosci, ale zabieraniem w trybie administracyjnym a nie sadowym prawa jazdy, a za jazde po pijanemu konfiskowanie narzedzia przestepstwa. I robienie tego konsekwentnie.
=

Z kalahem to przesada, ale gdyby to cholerne prawo w Polsce bylo przez kogokolwiek respektowane... Nikt nie boi sie jechac 120 na ograniczeniu do 70, bo wie, ze i tak szansa, ze ktos go zlapie jest minimalna, a zreszta nawet jesli, to i tak nic mu nie zrobia, a moze nawet od mandatu sie wymiga... A o jezdzie po pijanemu do lepiej w ogole nie mowic. Teoretycznie od razu traci sie za to prawo jazdy, a praktycznie kazdego dnia w Polsce zatrzymywanych jest kilka tysiecy kierowcow kierujacych po pijanemu. Prawo zadny traci moze 1% z nich, a i to raczej bardzo optymistycznie zalozenia. Prawo w Polsce jest niestety w wiekszosci wypadkach jedynie na papierze, a kiedy wszyscy czuja sie bezkarnie, to i nieodpowiedzialnie jezdza...

andrzejj9 19.07.2003 22:18

Cytat:

puch napisa***322;(a)
Kretyni nie myślą, więc nic im nie da do myślenia.
Kolega-lekarz miał niedawno takiego pacjenta, kierowcę przywiezionego z wypadku, który spowodował. Facet wyprzedzał i zderzył się czołowo z ciężarówką, jadącą z przeciwka. Facet w ogóle nie rozumiał, że to on popełnił błąd. Cały czas miał wielkie pretensje do kierowcy tej ciężarówki, że tamten nie uciekł do rowu i nie uniknął w ten sposób zderzenia. Absolutnie nie poczuwał się do jakiejkolwiek winy. W ogóle nie było z nim żadnej rozmowy - żadne argumenty nie trafiały. Nawet później, gdy facet wyszedł z szoku i wydawałoby się, że powinien uruchomić rozsądne myślenie.
Niestety, obawiam się, że nie zadziała nic, poza wyjątkowo surowym systemem egzaminowania najpierw, a potem wyjątkowo surową egzekucją na drodze - przez policję, stojącą za każdym krzakiem.

Faktycznie, sam sie nawet spotkalem z takim systemem myslenia.... W sumie to do konca go nie krytykuje, bo faktycznie widzac jadacy samochod z naprzeciwka, nawet wiedzac, ze to on jedzie pod prad, mozna a nawet trzeba zjechac, ale bez przesady. Jak mozna uznawac za pewnik, ze kierowca z naprzeciwka nam ustapi, a potem miec do niego pretensje, ze tego nie zrobil?!? To juz jest naprawde glupota. Takim osobom powinno zabierac sie prawo jazdy, bo predzej czy pozniej doprowadza do naprawde tragicznego w skutkach wypadku...

puch 19.07.2003 22:04

Cytat:

pali napisa***322;(a)
(...) Wymusiłoby to wzięcie odpowiedzialności za własne czyny.


Żeby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny w swoje ręce, trzeba do tego dorosnąć, mieć wyobraźnię, tzn. umieć sobie wyobrazić konsekwencje swoich czynów, żeby w świadomy sposób tymi czynami kierować. Ci ludzie jednak nie mają wyobraźni - a dowodzą tego na każdym kroku.

Wyobraźmy sobie sytuację - wcale nie hipotetyczną - to konkretne miejsce w Polsce. Wąska, kręta, bardzo uczęszczana szosa, wijąca się między pagórkami, a więc widoczność kiepska - jadące z przeciwka samochody widzi się w ostatniej chwili. Miejsca na wyprzedzanie nie ma w ogóle - pobocza prawie nie ma, płytki rów, drzewa. Zakręty są na tyle ostre, że same już wymuszają poważne zmniejszenie prędkości. Wyprzedzanie w tych warunkach jest bardzo ryzykowne. I władze drogowe potwierdziły to: zakaz wyprzedzania, podwójna ciągła linia, ciągła linia na poboczu (= zakaz zatrzymywania się), ograniczenie do 40. I w tych warunkach ciągle trafiają się wariaci, próbujący tam wyprzedzać. Gdy zobaczą kogoś z przeciwka, na chama wciskają się na/przed wyprzedzany samochód, zmuszając do hamowania albo po prostu spychając do rowu i na drzewa. (w dodatku zupełnie nie ma to sensu, bo kawałek dalej droga się prostuje i można wyprzedać do woli).

W tej konkretnej sytuacji ludzie ci wykazują nie tylko całkowity brak poszanowania przepisów. Wykazują też całkowity brak szacunku dla kogoś - czyjegoś życia i zdrowia, i całkowity, totalny brak wyobraźni. Czy rozsądkowi kogoś takiego można pozostawić samodzielną decyzję o tym, czy w ogóle może jeździć?

Cytat:



Tak samo jego rodzice, którzy dają mu samochód. Gdyby nie było egzaminu, rodzice sami sprawdziliby jego umiejętności.




Nie zgadzam się! Rodzice są często dokładnie tak samo pozbawieni rozumu, jak rzeczony nastolatek. Jakże inaczej wytłumaczyć fakt, że np. kupują dzieciakowi auto "za maturę" czy nawet wcześniej, i puszczają samopas. Często zresztą sami dają przykład. Przecież rodzice też muszą być zupełnie pozbawieni wyobraźni, jeśli nie zdają sobie sprawy z tego, do czego dzieciakowi potrzebne jest auto w weekendowy wieczór!

Cytat:



Człowiek, który sam kupuje samochód, też musiałby chwilę zastanowić się, czy potrafi.




Przy założeniu, że sam "prowadzi rozum" i ma trochę samokrytycyzmu. Są ludzie bardzo pewni siebie mimo np. bardzo kiepskich umiejętności technicznych i bardzo słabych predyspozycji w ogóle do prowadzenia samochodu.

Cytat:



Szkoły jazdy uczą parkowania i powolnej jazdy po mieście. Na egzaminie to samo. Absolwent tego systemu nie ma pojęcia co zrobić, gdy mu na zakręcie tylne koła uciekają.




Tu akurat zgadzam się. System np. amerykański, gdzie kandydat uczy się "w praniu" sprawdza się lepiej.

Dlatego też - jak słyszałem - myśli się o wprowadzeniu istotnych zmian prawnych, zmieniających tryb uzyskiwania uprawnień do kierowania.

Wzorem USA i wielu państw zachodnich w pierwszym okresie po uzyskaniu prawa jazdy młodzi ludzie mieliby bardzo ograniczone uprawnienia - na przykład zakaz wożenia rówieśników, zakaz jazdy nocą, poważne ograniczenie prędkości - okazuje się, że takie ograniczenia, pod warunkiem oczywiście, że są surowo egzekwowane przez policję - są bardzo skuteczne i bardzo istotnie ograniczają liczbę wypadków powodowanych przez (często pijanych!) nastolatków, wożących się z kumplami. Po prostu tego nie wolno robić i już! Problem tylko w tym, że tam jest policja, która to dość bezwzględnie egzekwuje, a taki nastolatek ma pewność, że jeśli zrobi jeden wyskok, będzie miał przerąbane na długo - nie dostanie prawa jazdy, a więc nie będzie miał jak dojechać do szkoły, na uczelnię, do pracy... A więc nie dostanie żadnej sensownej pracy... A przede wszystkim kumple wyśmieją, bo oni wszyscy mają auta i jeżdżą, a on nie... To chyba najpoważniejszy argument!

Dopiero po jakimś czasie taki młody człowiek mógłby się ubiegać o pełne prawo jazdy, pod warunkiem oczywiście, że w tym okresie próbnym nic się nie stanie.

I to popieram!

Kto z forumowiczów widział ostatnio na trasie policyjny radiowóz patrolowy? W innym miejscu niż za krzakami, na długim, prostym odcinku, gdzie ludzie zawsze przekraczają prędkość, ale nie jest to szczególnie niebezpieczne? Kto widział radiowóz po prostu patrolujący szosę, zwłaszcza w niebezpiecznych miejscach? Bo ja już bardzo dawno nie!

Remix 19.07.2003 21:13

Witam!

jechalem z miesiac temu z 3 kolesiami i jakis typ tak zajechal mi droge, ze o maly wlos nie rozwalilem kola na krawezniku! Zaczalem sie na niego wydzierac przez okno, a on mi pokazal "fucka"! Wysiedlem z auta i podszedlem do niego, skubaniec z bezczelnym usmieszkiem mnie wybluzgal! paranoja! nie wytrzymalem, musialem mu dwa cepy sprzedac. Gosc zwatpil i odjechal. mam nadzieje, ze sie 3 razy zastanowi, zanim komus zajedzie droge. Takich akcji (moze bez tych cepow) to we Wrocku mam mase - najgorsi kierowcy sa z Poznania i Walbrzycha (jezdzaja pod prad, na czerwonych przejezdzaja, zajezdzaja droge, nie uzywaja kierunkowskazow itp.).

pali 19.07.2003 20:48

Cytat:

puch napisa***322;(a)
[...]
Niestety, obawiam się, że nie zadziała nic, poza wyjątkowo surowym systemem egzaminowania najpierw, a potem wyjątkowo surową egzekucją na drodze - przez policję, stojącą za każdym krzakiem.

Co do policji, owszem, zgadzam się.

Ale co do egzaminowania - nie. Uważam, że najlepsze byłoby całkowite zniesienie egzaminu. Wymusiłoby to wzięcie odpowiedzialności za własne czyny.

Dostający prawo jazdy 18-latek może mieć mylne wrazenie, ze wszystko umie. Tak samo jego rodzice, którzy dają mu samochód. Gdyby nie było egzaminu, rodzice sami sprawdziliby jego umiejętności. Uważam, że zrobią to lepiej niż egzaminator, z wielu powodów.

Człowiek, który sam kupuje samochód, też musiałby chwilę zastanowić się, czy potrafi.

Bowiem odpowiedzialność prawna za wypadek byłaby taka sama. Karty rowerowe już nie istnieją, rowerem można spowodować nawet śmiertelny wypadek i rowerzysta może za to ponieść karę. Tak samo mogłoby być z samochodami.

Szkoły jazdy uczą parkowania i powolnej jazdy po mieście. Na egzaminie to samo. Absolwent tego systemu nie ma pojęcia co zrobić, gdy mu na zakręcie tylne koła uciekają.

Ktoś może powie, ze bałby się jeździć ze świadomością, ze może przed nim jedzie człowiek, który pierwszy raz jest za kółkiem. Spokojnie - jeśli ktoś robił prawko w lecie, to jadąc po pierwszym sniegu,
właśnie siedzi pierwszy raz za kólkiem...

Po zniesieniu prawka (do czego nie dojdzie... :) ) szkoly jazdy nie znikłyby. Zostałyby najlepsze i uczyły prawdziwej jazdy.

puch 19.07.2003 20:40

Już dawno stwiedzono, że to nie surowość kary odstrasza, tylko jej nieuchronność. Gdyby gość wiedział, że jak tylko się wychyli, dostanie mandat, ale to na mur, na 100%, w dowolnym miejscu, o dowolnej porze dnia i nocy, i załapał 15 mandatów jednego dnia, to może by to coś dało - choć w przypadku ludzi "nieprowadzących rozumu" nawet wtedy miałbym wątpliwości.

Poza tym, niestety, jest chyba spora grupa ludzi, którzy te 500 zł. mają przy sobie "na lody" i takiego mandatu nawet nie odczują - stać ich chyba na to, by takich mandatów płacić nawet kilka dziennie...

Jakiś czas temu słyszałem w radio, że w Finlandii prawodawcy wyszli z założenia, że kara ma być nie jednakowa dla wszystkich, tylko równie dotkliwa dla wszystkich, i mandaty czy grzywny wyliczane są jako procent rocznych dochodów - bogaci płacą więc odpowiednio więcej. Podobno parę miesięcy temu drogówka złapała jakąś szychę z Nokii i musiał zapłacić jakieś dziesiątki czy setki tysięcy dolarów... podobno zaskarżał to prawo jako sprzeczne z konstytucją, która gwarantuje wszystkim równość wobec prawa. Nie wiem, jak to się skończyło, ale popieram.

bgn 19.07.2003 20:26

jako czlowiek, ktoremu taki 22-letni kretyn rozbil auto ( na szcescie nic mi sie nie stalo) i jeszcze dodatkowo poza swoim dwa inne marzy mi sie taki scenarium.
Przyjezdza policja, daje mi Kalacha -kretyn siadaw swoim aucie - lub tym co z niego pozostalo, a ja odreagowuje stres.
A powaznie powinno sie karac nie tylko mandatami za przekraczanie predkosci, ale zabieraniem w trybie administracyjnym a nie sadowym prawa jazdy, a za jazde po pijanemu konfiskowanie narzedzia przestepstwa. I robienie tego konsekwentnie.
Strach ogarnia , jak trzeba wniedziekle rano wracac przez wioski lub jechac przez nie z soboty na niedziele.
Ale kalach wydaje sie najlepszy

puch 19.07.2003 18:53

Cytat:

andrzejj9 napisa***322;(a)
Moze popatrzyc z politowaniem ;)

Faktem jest jedna, ze praktycznie nie wymyslisz nic takiego, co daloby takiemu kretynowi do myslenia.


Kretyni nie myślą, więc nic im nie da do myślenia.

Cytat:


Dopoki sie nie rozwali, to nie zrozumie.

Nawet jak się rozwali (i kogoś przy okazji) to też nie zrozumie. Z definicji. Bo jako kretyn "rozumu nie prowadzi".

Kolega-lekarz miał niedawno takiego pacjenta, kierowcę przywiezionego z wypadku, który spowodował. Facet wyprzedzał i zderzył się czołowo z ciężarówką, jadącą z przeciwka. Facet w ogóle nie rozumiał, że to on popełnił błąd. Cały czas miał wielkie pretensje do kierowcy tej ciężarówki, że tamten nie uciekł do rowu i nie uniknął w ten sposób zderzenia. Absolutnie nie poczuwał się do jakiejkolwiek winy. W ogóle nie było z nim żadnej rozmowy - żadne argumenty nie trafiały. Nawet później, gdy facet wyszedł z szoku i wydawałoby się, że powinien uruchomić rozsądne myślenie.
Niestety, obawiam się, że nie zadziała nic, poza wyjątkowo surowym systemem egzaminowania najpierw, a potem wyjątkowo surową egzekucją na drodze - przez policję, stojącą za każdym krzakiem.


Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 12:24.

Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.