![]() |
Z jakiej lodówki, na wierzchu stał przykryty. Prawdziwy makowiec z makiem słodzonym prawdziwym miodem. :taktak:
|
Tzn sam juz uciekal z lodowki ? :D
|
Właśnie zjadłem kawał makowca, ładnie dojrzał. Na popitkę była wielka szklana kawy ze spienionym mlekiem. :jem: :kawa:
|
Najmniej zauważalny, ale niezbędny - chleb. Nastałem się u piekarza z 40 minut, bo chciałem mieć możliwie najświeższy towar, podobnie jak pół miasta. Ale chlebek ledwie do domu doniosłem, taki gorący, teraz leży na blacie kuchennym, oparty o jakieś podstawki i odparowuje jeszcze :]
|
Pierogi z grzybami i kapustą (właśnie w takich proporcjach) zrobione wczoraj, z serem na słodko też, chcieliśmy zrobić jeszcze z serem pleśniowym, ale jest już tego żarcia tyle, że odpuściliśmy. Karp w galarecie gotowy, pasztet prawie zjedzony, ale dwie blaszki nieupieczonego zamrożone są, kurczak się piecze (dla mnie, bo nie mogę za tłusto), później upiecze się kaczkę i schab. Babcia zrobi jajka faszerowane, trzeba będzie pomóc, żeby było dużo. Barszcz gotowy, karp do smażenia czeka. Śledzie mam po holendersku (cynamonowo korzenne), nadają się do oleju mi do śmietany. :)
|
Ja dziś byłem zmuszony i ugotować i pokroić skubane marchewki,jojka ,całe szczęście groszek z puszki .
@Jarson,dzik też się znajdzie,albo sarenka :) Jestem ze wsi pełną gębą :P |
Ja tak kroję warzywa na sałatkę. |
@Reetou
Trzeba będzie spróbować, każdy sposób na oszczędność czasu jest dobry :D Ale na Wigilię - w końcu raz w roku - i tak warto się chwilę pomęczyć :) W tym roku kupiłem nową obieraczkę do warzyw, najlepszą jaką mieli w sklepie (za 18,50) - efekt piorunujący :D @Trilu Zazdroszczę. Mało kto dziś już ma swoją trzodę, a tu swoje od kupczego różni się diametralnie. Pamiętam, że u mnie - na lubelszczyźnie, co prawda w mieście, ale niewielkim - jeszcze 15 lat temu sąsiedzi mieli kury i świnie, a na łąki nieopodal pobliskiej rzeki co rano było wyprowadzane jakieś ja wiem? 80-100 sztuk bydła. Dziś pasie się tam może z sześć krów, ze trzy konie i to wszystko, a z sąsiadów tylko jeden znajomy leśniczy ma jeszcze to samo co kiedyś. Tyle, że na ranczu 5 km za miastem, nie u siebie na posesji. Z tym leśniczym wiąże się jeszcze jedno zagadnienie. Gość ma swój sad, swoje pszczoły, swój staw z rybami, swoje kury, gęsi i świnie. Do tego ogród, altankę, trawnik, może nie las ale nieco drzew... No i swoje powiedzenie, że jemu żaden bank nie jest potrzebny i żadne kryzysy nie straszne. Myślę, że on ma rację, wielu z nas jak nagle produkty rolne podrożeją w wyniku jakiegoś kryzysu pięciokrotnie, będzie miało problem z zakupem ich. Jeszcze gorzej z rachunkami, kredytami... A on nawet jak go nie będzie stać za prąd zapłacić, to ma tam jedzenia dla siebie i rodziny aż nadto, działka jest jego i nie w kredycie, nawet jak mu zabraknie na paliwo na jeżdżenie tam po jedzenie, to pozostaje rower, albo przeprowadzka tam do domku letniskowego z kominkiem. Jeśli go ktoś zechce okraść to też żaden problem, jest myśliwym i sztucer zawsze na podorędziu się znajdzie ;) |
Punkt 1 i 2 to mam z swojego wybiegu :]
Nie ma to jak kiełbaska parzona na dymie ,palce lizać ,resztę zlecam babie ,od tego chyba jest haha |
BTW pkt 4 - lubię, ale sporo czasu zajmuje porżnięcie tego, więc sporo częściej wariacja inna - uwaga, sprzedaję przepis:
- brokuł, umyć, sparzyć wrzątkiem, poszatkować dość drobno; - obrać parę ząbków czosnku, pociąć na drobno; Te dwa pkty wyżej zabierały mi też trochę czasu, więc ostatnio wrzucam to do michy od blendera i po kilku sekundach mam porżnięte na drobno. Trzeba tylko kontrolować, by rzeczywiście było tylko rozdrobnione, a nie zmiksowane na pacię. - do tego dorzucam odsączoną puszkę groszku konserwowego; - sól, pieprz - do smaku; - ca. 2-3 łyżki majonezu; - dokładnie wymieszać. Czas przygotowania w/w sposobem - 10 minut. Polecam ;) |
Albo wręcz - święta instant ;)
Nie mam jakichś wygórowanych oczekiwań co do jedzenia w Święta, ale kilka punktów traktuję jako obowiązkowe: 1. Schab i szynka kupowane u znajomego rzeźnika (bez nastrzyków, źródło mięsa w miarę przyzwoite, taka zaledwie półmasówka), doprawiane i pieczone samemu. 2. Swojska kiełbasa kupowana "u chłopa" (również znanego), pieczona lub - jeśli jest czas, rzadko jest - wędzona. 3. "Swojska" ćwikła; czyli jeden słoik chrzanu z Rębka na dwa słoiki ćwikły z Rębka :haha: 4. Sałatka jarzynowa, czy jak kto woli, wielowarzywna. 5. Sernik Oczywiście do tego zawsze coś się jeszcze dorabia; lubię makowiec, ale nie traktuję go jako obowiązkowy, lubię karpia, ale również nie uważam, że bez niego się zapłaczę. U nas jest jeszcze ten problem, że idziemy z żoną na wigilię do dziadków z jednej i z drugiej strony (akurat mamy tak, że z mojej strony jest jedynie mój jeden dziadek, a ze strony żony jedna babcia i to wszystko). Oznacza to permanentne przejedzenie. I między innymi dlatego uwielbiam drugi dzień Świąt lub kolejny po nim, kiedy kończy się te "główne" świąteczne jedzenie (zwykle poza mięsem i resztkami już ciasta), kiedy to po raz pierwszy od kilku dni je się normalny, ciepły obiad, zamiast mięsa z chlebem i świkłą, sałatek, tego wszystkiego co się już po dwóch - trzech dniach przejada :) |
Barszcz Amino z makaronem,śledź smażony ze słoika ,1L absolwenta ,święta last minute ;)
|
w robocie już lampki porozwieszali na wszystkich filarach ...
|
Inaczej. Owoce, drożdże, samo się robi. :>
|
Chyba kapuję.
Mandarynki>kwas>siaraki? :cojest: |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 10:05. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.