:1. Kolejny raz przeszukałem facebooka, wpisując nazwiska dawnych znajomych, które wyłuskiwałem z zakamarków pamięci. Jest ich coraz więcej. Jeszcze rok temu głównie w miarę młodzi i zaangażowani społecznie, politycznie. A teraz wszyscy, od robotnika do profesora. Reklama robi swoje.
2. Nazywam się tak samo jak znany ksiądz. Ów ksiądz z Internetu korzysta od lat 90. Gdzieś tak w 2003-2005 nastąpił na mnie zmasowany atak owieczek szukających księdza na gadu-gadu. Niektórzy oczywiście kulturalnie zapytywali, ale większość np. od razu pisała o problemach ("mam 16 lat, rzucił mnie chłopak, czas umierać") albo co najmniej "Szczęść Boże" wrzeszczała. Wielu insynuowało mi, że robię sobie jaja i ukrywam się - co miesiąc wrzucając mi Szczęść i Boże i zapewniając, że słuchali w radio rekolekcji itd itp Zauważyłem, że ów ksiądz przestał kolportować w sieci swój email. Ustaliłem nr tel, zadzwoniłem i zapytałem "co robić, gdzie owieczki kierować". Odpowiedział "niech szukają, a znajdą" :)
Na Skype sytuacja powtórzyła się. Jeden był tak bezczelny, że zadzwonił do mnie i mówił, że powinienem zmienić nazwisko, bo wprowadzam ludzi w błąd! Tego gościa jedynego zbluzgałem słowem okrutnym.
Potem wpisałem sobie "Bóg Umarł" w profil, ale i tak niektóre jełopy pytały "a dlaczego proszę księdza?".
A dziś na facebooku ujrzałem pierwszą zbłąkaną duszyczkę... Nieładna nastolatka o skrzywionej buźce chce poznać księdza...
Czas zamieścić na swoim fejsbuku obsceniczne treści. Trochę mi to nie odpowiada, bo akurat wymieniłem kilkanaście msg ze znanym politykiem, który zapewne nie chce być kojarzony z wariatami, no ale....
Cytat:
Napisany przez andy
(Post 1128376)
Zapytam z ciekawości :D
Po co Ci konto w serwisie społecznościowym skoro z niego nie korzystasz ? :>
:haha:
|
A tak, z ciekawości.
Mam od początku fejsbuka i tyle.
Nikogo nie zapraszam, siedzę sobie cicho i nikomu nie wadzę :)