Cenię sobie opinię Laudy, ale
TEJ to chyba nie przemyślał.
Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał układ sił w tym sezonie, ale jeśli wziąć pod uwagę poprzedni, to było widać, że jeśli wszystko było OK, to żaden z bolidów nie mógł nawiązać walki z dwoma czołowymi teamami. Wygrywali, bo mieli najlepsze bolidy. Robert liczył się długo w walce o tytuł z uwagi na swoją równą jazdę - 'ciułał' punkty przez większość sezonu. Istniała nadzieja, że uciuła ich wystarczająco dużo, żeby stanąć na podium i przez to wyścigi były dla mnie bardziej emocjonujące. Podejrzewam, że dla wielu innych też.
Jeśli nawet odrzucić patriotyzm lokalny, to kibice F1 zauważyli Roberta właśnie z uwagi na jego postawę na torze, walkę do końca, nawet ze słabszym bolidem. System punktowy doceniał jego wysiłki. Proponowana zmiana podwyższająca ilość punktów zdobytych za zwycięstwo była by IMO lepszym rozwiązaniem niż klasyfikacja na podstawie wygranych wyścigów. Nie wiem, jakoś bardziej podobała mi się jazda Roberta, niż np. Massy który zawalił totalnie pierwsze wyścigi nie mogąc w ogóle opanować bolidu. Owszem, miał sześć zwycięstw, ale ciekawe ile by ich uzbierał, jakby go wsadzili do bolidu BMW? Jedno, w Kanadzie?
Edyta:
No i po proteście FOTA FIA odroczyła wdrożenie przepisu do 2010 roku. I dobrze.