|
Rzeczywiście szkoda, ale jednocześnie ani do Roberta, ani do Vettela specjalnych pretensji mieć nie można. Do Roberta, bo to, że wyprzedzał mając lepsze opony i generalnie lepiej jadąc, było zrozumiałe (wbrew głosom, które oczywiście się pojawiły, że powinien trzymać trzecie miejsce). Poza tym jeśli w tym sezonie Robert rzeczywiście ma walczyć o mistrzostwo, a o tym decydować ma ilość zwycięstw, a dopiero potem ewentualnie liczba punktów, to walka o nie - zwłaszcza, że było realne - była jedynym sensownym rozwiązaniem.
Do Vettela z kolei, bo nie zrobił tego specjalnie i widać było (zarówno po komunikacji radiowej, jak i późniejszym zachowaniu i komentarzu), że jest mu z tego powodu przykro. To nie Hamilton, który uważa, że jest najważniejszy na torze. Tu rzeczywiście widać było po prostu niefortunne wydarzenie.
Szkoda, że tak się skończyło, bo zapowiadało się naprawdę dobrze. Ale nie po raz pierwszy w formule przewidywanie wyniku przed końcem wyścigu nie ma sensu. Zwłaszcza jeśli ktoś kogoś planuje wyprzedzać.
__________________
neverending path to perfection..
|