|
Rower i ulica z samochodami to dwie rzeczy, które nie powinny mieć ze sobą kompletnie nic wspólnego. Dla mnie każdy rowerzysta wyjeżdżający na ulicę w ruchliwym mieście to samobójca. I nie ma tu znaczenia, że tak nakazują mu robić przepisy. Jest to po prostu głupota.
Najprostsze uzasadnienie głupoty tego przepisu: porównanie średniej prędkości poruszania się rowerzysty i jego masy ze średnią prędkością i masą samochodu, a następnie ze średnią masą i prędkością człowieka. Rowerzysta a człowiek to niewielka różnica w masie i prędkości, rowerzysta z samochód to różnice ogromne. W pierwszym przypadku przy ewentualnej kolizji skończy się na potłuczeniach, w drugiej śmierć nie jest rzadkością. Kogoś, kto wymyślił, że rowerzyści mają jeździć po drogach, należało by wsadzić na rower i puścić do ruchliwego miasta.
Skutery to natomiast inny problem. Tu również uważam, że na ulicy nie ma na nie miejsca. Nie przy naszych drogach, gdzie nagłe manewry są wymuszane przez stan nawierzchni, a nierzadko niewidoczne oznaczenia powodują dodatkowe zamieszanie. Kierowcy i tak nieźle sobie radzą obserwując to wszystko i jeszcze siebie nazwajem, ale pojazdy tak małe jak skuter czy motor często w tym wszystkim po prostu pozostają niewidoczne. I pomijam tu już tych, którzy przepisy mają gdzieś i jadą jak chcą, ale i normalni kierowcy nie są w stanie zawsze sobie z tym poradzić.
Szczerze mówiąc to przy obecnej organizacji ruchu ja w ogóle nie widzę miejsca na skutery. Na ulicy to zbyt niebezpieczne, chodnik w ogóle nie wchodzi w grę (choć i tak byłoby to sensowniejsze niż rowerzyści na drodze wśród samochodów). To, plus miejscami tragiczna nawierzchnia to podstawowe powody, dla których sam sobie takiego środka transportu nie sprawiłem, mimo że w lecie dużo chętniej bym się tym po mieście poruszał niż samochodem.
__________________
neverending path to perfection..
|