|
To ja jestem wariatem, bo po Warszawie nie da się w wielu miejscach inaczej pojechać rowerem, niż po ulicy. Wczoraj trąbił na mnie jakiś wieśniak, bo mu przeszkadzałem na Moście Poniatowskiego. Wolno tam jechać 50 km/h, ja jechałem od strony Śródmieścia, jest prawie cały czas z górki, miałem w tym momencie na liczniku 44 km/h... ale jak się przygłup dorobił samochodu, takiego niewiele więcej wartego od mojego starego roweru, ale jednak, to uważa mnie za gorszego. Mam takie samo prawo jechać po drodze jak ten kretyn. Zacznę wozić ze sobą siekierkę...
|