Wczoraj biegałem po Warszawie z GPSem (telefon w kieszeni którego co kilka minut, jak nie gadał + GPS na BT)

A co - tak musiałbym szukać jakichś punktów orientacyjnych, które znam i nadrobiłbym pewnie ze 2x tyle kilometrów.
Na rowerze też często mi się zdarza.
Samochodem - czasami nawet po znanych trasach, bo jak mnie najdzie ochota, to sobie skręcam (czasami objechać korek, a czasami żeby poznać okolice). I jak mam nawigatora, to się nie obawiam, że nie trafię do celu.
Zasadę mam taką, że jadę gdzie chcę i jak chcę - a tylko jak nie wiem jak chcę i którędy to słucham GPSa. Częściej służy mi on do określenia gdzie jestem, niż do dyktowania mi, jak mam iść/jechać.
Kiedyś tylko się wqr&^#$ i co jakiś czas szukałem gdzie to jestem na mapie papierowej a i tak zdażyło mi się robić z 40 km, bo przegapiłem zjazd z "drogi ekspresowej"