Ja tak sobie myślę, że przyzwyczajają nas do wszelkich nakazów, jak się będziemy słuchać tych mało znaczących, to i łatwiej nam przyjdzie słuchanie tych bardziej rygorystycznych.
Przed wprowadzeniem nakazu jazdy na światłach byłem za, bo pojazdy jadące na światłach były bardziej widoczne. Teraz stwierdzam ze zgrozą, że jak samochód jedzie bez świateł, wśród innych oświetlonych, to mogę go naprawdę nie zauważyć i się wpakować...

Czyli potwierdza się to, o czym mowa w art. Na pieszych i rowerzystów zwracam uwagę i nie widzę tu specjalnego, większego, zagrożenia spowodowanego jazdą na światłach (samochodów).
Moimi "idolami" są wiejscy pijacy, na matowych czarnych Ukrainach, nieposiadających nic błyszczącego, ubrani w brudny mundur moro z demobilu, w którym świnie oporządzali wcześnie, jadący w nocnym deszczu.

To nie moja wyobraźnia, dwóch takich ominąłem cudem, a widziałem wielu.