W sobotę czas inaczej działa. Łącznie z zagięciem czasoprzestrzeni.
Nie było prądu, wsiadłem na rower, w pierwszym sklepie dowiedziałem się, że przyczyną jest jakiś poważny wypadek drogowy, objechałem okolicę, przywiozłem Gorzką Żołądkową Czystą de Luxe, czy jakoś tak, kolę miałem w lodówce, więc pijmy, bo się czas na to skończy...czyli sobota...