Z podatkami sprawa jest prosta.
Trzeba do koszyczka nazbierać tyle, ile rozrzutni osłowie/rząd zdecydował się wydać.
A klucz zbierania... No, tu ważne jest, żeby było dużo różnych podatków z trudnymi do ogarnięcia zasadami. Inaczej maszyna biurokratyczna (urzędnicy, księgowi, doradcy podatkowi itd.) byłaby niepotrzebna i trudno byłoby uniknąć płacenia podatków bogatym.
Bo co by było, gdyby był np. jeden jedyny podatek VAT 40% na wszystko (wbrew pozorom duuużo więcej zostałoby nam wtedy w kieszeni, niż teraz)? I żadnych innych podatków, żadnych zwolnień, żadnych wyjątków. Nie trzeba by wypełniać PITów i CITów (a ile to teraz zajęcia dla US i księgowych - a dochody niewspółmiernie małe do budżetu), stosunkowo łatwo ściągalny i łatwo kontrolowalny podatek VAT - czyli "niskie koszty poboru" itd.
No, ale jaki szum by się podniósł, że 2x wyższy VAT ma być! A najgłośniej szumieliby najbogatsi, księgowi i urzędasy

Więc ciągle mamią ciemny lud masą podatków, skalami podatkowymi i ulgami (serio - jak ktoś ma dobrego księgowego, to im więcej kasy zarabia tym mniej podatków płaci).