|
Byłem wczoraj w pubie...
Wiecie, jak to jest: jakieś piwko, jakaś cola, trochę chipsów i, losie okrutny, rozdęło mój przechodzony żołąd. Nic, trzeba jakoś popuścić nazbierane gazy... Muza grała dość głośno, więc wybrałem sposób najprostszy: przez chwilę synchronizowałem się z rytmem i wraz z mocniejszym beat'em walnąłem z rury grubej...
Od razu poczułem się lepiej... Ale nie na długo, bo jak rozejrzałem się po sali, to wszyscy gapili się na mnie...
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że muzy słuchałem przez słuchawki swojego iPoda...
|