http://tygodnik.onet.pl/30,0,37254,d...e,artykul.html
Komercjalizacja Świąt, desakralizacja, szał konsumpcji.. Hm. Dzieciom zawsze Święta kojarzyły się z prezentami. A więc choinka, pod nią żłobek i prezenty. Od Rodziców zależało, czy oprócz prezentów, dzieciaki dojrzą wspomnienie narodzin Jezusa Chrystusa. Dla Dorosłych, często Święta były okazją do spotkań rodzinnych, obżarstwa, wypoczynku (albo pracy ponad siły w kuchni - to zwykle panie). I znowu od świadomości ludzi zależało czy to nie przesłoni im to strony religijnej Świąt (o ile byli religijni). A jeśli nie byli religijni to tej strony rodzinnej, ciepłej, czasu na zadumę..
Przygotowania świąteczne nie zaczynały się jednak tak szybko jak teraz. A właściwie nie zmuszano nas do ich zaczynania. Wystarczyło przed 6 grudnia poszukać prezentów a potem przed 24 grudnia. No i produkty żarciowe. Karp, grzyby, miód, mięso, wędliny... Ale to raczej wszystko w grudniu. Mnie jeszcze wciskanie świąt w listopadzie razi. Ale dzieciaki Grzenia pewnie uznają to za normalne.