Trochę tu offtopujemy
Oczywiście, że wszystkie, co ważniejsze, decyzje zapadały w Moskwie. Tak było.
A że my płaciliśmy czym tylko się dało - żarciem, telewizorami, samochodami, materiałami budowlanymi itp - płaciliśmy za tzw wtedy szeroko pojęte "bezpieczeństwo". Płaciliśmy też na NRD, która była wtedy oazą dobrobytu w całym RWPG. NRD była na pokaz, podobnie jak u ruskich Moskwa i Leningrad, dalej była już bieda, ale i tak nikogo obcego dalej nie puszczali.
Inni też płacili na ten cały chory system.
Sankcje zachodu sankcjami, jakieś tam były. Zachód sam też by ucierpiał na całkowitym odcięciu ruskich. Zarówno wtedy, jak i teraz (może teraz nawet bardziej) zachód był w dużym stopniu uzależniony od surowców z ZSRR. Ponadto wiedzieli, że w ten sposób i tak ruskich nie dobiją, a co najwyżej sprowokują do wojny.
Jaruzelski pokończył akademie wojskowe w Moskwie (a wcześniej polską 'szkołę generałów' wrocławski ZMECH), co już samo w sobie namaszczało go do kariery co najmniej wojskowej. Do tego obowiązkowa przynależność do partii i odpowiednie "morale" i nic więcej nie było potrzeba.
Oczywiście Jaruzelski nie był
suwerennym aparatczykiem. Był w elicie naszej ówczesnej władzy i do Moskwy jeździł jawnie i oficjalnie (wtedy się mawiało, że jako zegarmistrz po wskazówki). Zdawał relacje i jawnie rozmawiał z nimi o sprawach tajnych. Zastanawiam się, po co ktoś miałby mu zakładać teczki agenta w KGB czy GRU? Oczywiście wszystko z pewnością było notowane i nagrywane np przez KGB, dzisiaj jest nie inaczej.
W archiwach KGB na pewno mają stenogramy i nagrania tamtych rozmów. Przecież to bez sensu, nie dajmy się oszaleć.
Definicja agenturalności chyba jest trochę inna.
W podobny sposób można pomawiać masę uczciwych ludzi, którzy w tamtych czasach mieli jakieś stanowiska. To, że musieli należeć do partii nie oznacza automatycznie, że byli agentami. Poza partią awanse były trudne i sporadyczne.