Karpia przywozi się do domu, wpuszcza do wanny, zmienia 2 razy dziennie wodę. Jak ma być robiony, to dostaje młotkiem w łeb i od razu trzeba mu go obciąć - krew z karpia musi zejść, wtedy jest naprawdę smaczny. Jednym słowem trzeba go ubić koszernie.
Jak ktoś ma słabe nerwy, to niech je toksyczną pangę z delty Mekongu. Tam to dopiero jest humanitaryzm...