|
grzeniu, takie ronda spowalniające ruch to znane są. Pod Warszawą pełno ich, od co najmniej 10 lat.
Czasami takie utrudnienia są irytujące, ale jednak często doceniam czyjąś myśl.
Sam kiedyś na sesji Rady Gminy perorowałem aby coś zrobić ze skrzyżowaniem niedaleko mojej wsi.
Sytuacja wygląda tak,wedle mojej oceny:
- Wyjeżdzasz z miasta na drogę w kierunku naszej wsi. Przez 25 km jedziesz pomiędzy lasami i małymi wioskami, cały czas z pierwszeństwem, bez większych utrudnień, ostrych zakrętów itd itp - każdy ciśnie 70-110 kmh.
- Po 25 km wjeżdżasz do naszej wsi, widać że to coś większego, jest po chwili rondo - każdy zwalnia. Przez dalszą część wsi jedzie ostrożnie, bo zakręty, chodniki, ludzie chodzą, rowery - itp
- Wieś kończy się, zaczynają się pola, widać że nie ma żadnych zabudowań na przestrzeni kilku kilometrów - i każdy daje w rurę ....
- Niestety, po 2 km jest skrzyżowanie z drogą krajową, gdzie nie ma pierwszeństwa. Na dodatek dojazd do krzyżówki jest delikatnie pod górkę, więc nie widać tej drogi. Jeśli ktoś nie wie o jej istnieniu, to dowie się tylko z jednego znaku stojącego w polu lub linii drzew. Ten znak moim zdaniem zlewa się kolorystycznie z panoramą za nim - siedząc w samochodzie jest on na tle czerwono-żółtych drzew 1 km dalej. Także na przestrzeni tychże miniętych 25km jest wiele znaków, które stoją bez sensu, w za dużej ilości - więc kto na to patrzy....
Efekt - co roku kilka wypadków, trupy, kaleki ....
A jadąc z drugiej strony jest dokładnie to samo - też 20km od miasta przez lasy, wioski, potem większa wieś a potem 1 km przestrzeni i skrzyżowanie...
Podsumowując, wydaje mi się, że ktoś jadąc te ok. 50 km z miasta jednego do drugiego - przyspiesza i odpręża się po przejechaniu miejsc, gdzie miał wytężoną uwagę. Nie wiedząc, że dojeżdża do największej pułapki na tej trasie.
Zresztą jadąc jako pasażer z miejscowymi, widziałem niejednokrotnie, że przed skrzyżowaniem hamują za późno, mimo że doskonale wiedzą gdzie ono jest.
|