Ja ci powiem, jak ja bym zrobił.
Do takich celów, znaczy tłuczenia do roboty czy do sklepu po piwo, kupiłbym własnie jakiegoś cinkusia.
Ten z przebiegiem ponad 200k to faktycznie rekordzista, ale jeśli reszta zadbana, to bym brał. Cena śmieszna w sumie, a jak silnik padnie, to za podobnie śmieszne grosze zrobisz wymiankę i jeździsz dalej.
Jeśli te km zrobił w trasach i oleje były wymieniane jak pan bóg przykazał, to jest szansa, że ten silnik jeszcze się pokula.
Praktycznie każda naprawa to niewielkie pieniądze, dużo jesteś w stanie sam nawet zrobić/wymienić.
Moja kobita ma takiego (starszego, też 900ccm) i, o dziwo, nic w tym specjalnie się nie dzieje. Nic lepszego nie trzeba, wierz mi

Każdy nie nasz, a zwłaszcza japoniec, jak się zepsuje to już wkładasz konkretną kasę, albo kasujesz gada.