Napisany przez Jarson
Z ciekawostek o Plusie i Przyjaciołach.
Kolega po powrocie z tak daleka, że ho ho, doszedł do wniosku, że w związku z częstą potrzebą skorzystania z internetu on-the-go zamiast nowego desktopa kupi sobie netbooka i telefon mogący pełnić funkcję modemu. Tak zrobił, zawierając z Plusem umowę na odległość, było to o tyle łatwe, że akurat kończył mu się okres zobowiązania w miksie i sami do niego zadzwonili.
Oczywiście to nie sam Plus, a wynajęta "call-firma" obsługiwała zawieranie umowy. Co ciekawe, kobieta z którą rozmawiał podała mu numer, przez który można się z nią skontaktować (zwykle działa to na zasadzie numeru zastrzeżonego i tyle, niektórzy jeszcze je odbierają).
Przy zawarciu umowy kurier przywiózł telefon, ale następnego dnia okazało się, że po połączeniu z internetem działa kilka minut i traci zasięg (jedynym sposobem na przywrócenie go było ponowne uruchomienie telefonu). Ponieważ telefon nie spełniał podstawowej funkcji dla której został kupiony, został odesłany z adnotacją o rozwiązaniu umowy (zgodnie z zasadą, że można to uczynić bez podania przyczyn przez upływem 10-ciu dni).
Po kilku dniach paczka przyszła z powrotem (adresat jej nie odebrał). Kolega zadzwonił więc na ten co dotychczas numer, ale jakoś tak się nieszczęśliwie składało, że tam nikt nic nie wiedział, a "tej pani, co się pan pyta, to takiej tu nie ma, to my nie możemy pomóc".
Rozwiązanie tego smutnego problemu niedostępności pani od umowy okazało się leżeć w mocy rzecznika praw konsumenta. Po przedstawieniu sprawy wraz z dokumentami przez kolegę niemalże od ręki zostało wysłane pismo z zapowiedzią nałożenia kary w wysokości min. 2 k zł i skierowaniu sprawy do sądu w razie braku reakcji w ciągu 14 dni. Wystarczyło kilka, żeby abonament w cudowny sposób został wyłączony, a umowa anulowana.
Jaki z tego morał? A no taki, że w niektórych firmach przyjętą zasadą biznesową jest krętactwo i kombinatorstwo. Nie twierdzę, że w ogóle w Plusie, bo to był "podwykonawca", a np. w moim przypadku przy zawieraniu umowy z Plusem wszystko było ok, do tego stopnia ok, że po przysłaniu umowy różniącej się dla mnie na niekorzyść i po podpisaniu jej przeze mnie (czyli dla mnie już po fakcie) przysłali mi nową, anulując pierwszą. Ale to, co próbowali w firmie obsługującej kolegę, to już bezczelność. Nie ulega wątpliwości, że z całą świadomością, że nie mają prawa odmówić zwrotu, próbowali przeciągnąć sprawę, aż mój znajomy da sobie spokój. Pewnie im się to opłaca, bo jeśli na 10 osób które postanowią skorzystać ze swojego prawa do zerwania umowy jedna-dwie pójdą z tym do rzecznika, to zostaje 8-9, które zostały oszukane (a właściwie wszystkie zostały, tylko w części przypadków oszustwo zostało udaremnione).
|