|
Zależy na których uczelniach. Swego czasu złożyłem sporo prac lic/mgr dla studentów Wyższej Szkoły Nauk Ścisłych (już nieistniejącej) i pamiętam promotora, który zerknął na pracę i nie czytawszy jej, wycedził "co to za interlinia w podpisach pod grafikami?".
Raczej z uczelni humanistycznych pamiętam indolencję co do zasad składu. Na UW na filologii pytali mnie w czym ja składam te prace, że wyglądają "jak książka". Na skądinąd dobrym wydziale etnologii był taki specjalista, który wymagał składania prac czcionką maszynową (ze stałą liczbą znaków na stronę), tak jakby komputer nie mógł tego policzyć...
A co to bibligorafia harvardzka a co oxfordzka, to tylko fizycy wiedzieli. Word oczywiście też nie wiedział, nie wie i nie będzie wiedział. Ale na MIT trzeba to wiedzieć.
|