Zagotowałem silnik w Cinquecento. Spieszyło mi się z Włodawy do Lublina, a że samochód był zajęty, to pożyczyłem Fiata - po sześćdziesięciu kilometrach zaczął zasysać wodę do silnika, na finiszu na skrzyżowaniach tylko obracałem się dookoła, czy radiowozu żadnego nie ma - tyle pary z rury wydechowej się wydostawało
Pozytyw, bo zawsze to coś ciekawego - holowanie samochodu przez pół województwa, a teraz jeszcze wymiana uszczelki pod głowicą (a co, sam się tym zajmę, o ile nie trzeba będzie szlifować głowicy)