Wiesz co Patrix,
przypominasz mi moją byłą narzeczoną*, która gdy powiedziała coś niejasno / przejęzyczyła się / palnęła coś (a zdarza się to każdemu) -
- brnęła w długotrwałe udowadnianie, że właśnie ma rację, powiedziała dokładnie to, co chciała powiedzieć, w sposób jedyny możliwy i do bólu precyzyjny
Podobnie jak Ty, nigdy nie chciała skorzystać z propozycji ucięcia jałowej dyskusji "co kto miał na myśli mówiąc to i tamto" i ponownego sformułowania swojego zdania, aby obie strony miały całkowitą jasność o co się kłócą.
I również na koniec dodawała drobną złośliwość
* nie traktuj tego śmiertelnie poważnie.....