Cytat:
Napisany przez sobrus
Wiecie, może piractwo to nie jest ale to rzeczywiście zagraża gospodarce.
Nikt nie napisze swojego płatnego programu bo GNU ma już lepszy i oferuje go za darmo.
A ciężko grupie programistów konkurować z programistami (bardzo często opłacanymi profesjonalistami) z całego świata.
W końcu dojdzie do tego że wszystkie firmy z branży IT będą oferować rozwiązania oparte na linuksie (jak redhat, novell, goolge, producenci routerów) a firmy oferujace oprogramowanie autorskie (adobe, microsoft) znikną z rynku.
|
No rzeczywiście. Straszne. Musimy wobec tego przeciwdziałać wszelkimi siłami rozwojowi Open Source. A przy okazji koniecznie podjąć jakąś inicjatywę w kierunku spowolnienia rozwoju płatnych aplikacji. Przecież jeśli będą się za szybko rozwijać, to niedługo nowe wersje będą tak mało innowacyjne, że użytkownicy nie będą chcieli dokonywać płatnych aktualizacji.
Musimy też koniecznie ograniczyć zasięg sprzedaży poszczególnych programów do pojedynczych państw, a w przypadku krajów dużych - do regionów. Nie może być tak, żeby setka programistów tworzących bardzo dobrą aplikację komercyjną sprzedawała ją na cały świat, a masa małych firm przez to upadała - lepiej, żeby w każdym kraju była osobna aplikacja, wtedy więcej programistów będzie miało co robić.
Wolny rynek ma swoje wady, być może taka sytuacja to swojego rodzaju wada - choć nie należy zapomnieć o takiej "drobnostce", że sto milionów mniej zamożnych osób używających OpenOffice'a raczej nie uzna za wadę tego, że przez nich przy rozwoju płatnych pakietów biurowych pracuje np. nie 1000, a 500 osób. Z drugiej strony jednak Open Source pojawiło się w reakcji na konkretne potrzeby, a zapewne nie pojawiłoby się nigdy, gdyby ceny komercyjnych aplikacji były bardziej przystępne.
Moim zdaniem można by równie dobrze starać się cofnąć możliwość prowadzenia samochodów osobom, które nie są zawodowymi kierowcami po to, żeby zawód szofera miał się dobrze. A tu nawet nie byłoby problemu ze znalezieniem uzasadnienia - z bezpieczeństwem na drogach jako argumentem koronnym. Ciekawe tylko, czy to służyłoby gospodarce - pewnie na jednego nowego szofera w majętnej rodzinie przypadłaby utrata stu miejsc pracy pracowników fabryk samochodów, rafinerii, stacji paliw, stacji obsługi pojazdów itd - bo większość zmuszona byłaby pożegnać się ze swoimi samochodami.
Czy na podwórku komputerów sytuacja jest mniej drastyczna? Na pewno. Ale gdyby dziś zabronić oprogramowania Open Source, to wątpię, czy wzrost zysków ze sprzedaży aplikacji zrównoważyłby spadek zysków ze sprzedaży choćby sprzętu komputerowego. Po co taki Pan Stefan miałby kupować sobie za pół pensji półprofesjonalny monitor, skoro żeby "podłubać sobie" wieczorami przy swoich zdjęciach musiałby wydać kolejne dwie pensje na program do obróbki zdjęć?
Na korzyść profesjonalnych firm przemawiają dwie rzeczy - profesjonalizm ich aplikacji, w tym szybka implementacja najnowszych rozwiązań i standardów, oraz udzielane wsparcie techniczne. Jeżeli dla użytkownika domowego (czy nawet instytucji takiej jak Rząd, co się zdarza coraz cześciej) to nie wystarcza, to żadna organizacja nic na to nie poradzi. Podejrzewam, że gdyby zablokować Open Source, za pięć minut pojawiłyby się bliźniacze aplikacje sprzedawane powiedzmy za symbolicznego dolara. I co wówczas? Zabraniać sprzedaży jednych programów a dopuszczać inne, czyli tworzyć gospodarkę centralnie sterowaną? To jest sytuacja bez wyjścia i po prostu trzeba się pogodzić, że darmowe oprogramowanie istnieje i robi konkurencję dla płatnych aplikacji. Albo się z tego cieszyć, w zależności od tego, po której jest się stronie - dystrybutora, czy odbiorcy.