Trzech zreformowanych rabinów miało straszny wypadek samochodowy. Żaden nie przeżył.
Dopiero co przed minutą mknęli szosą, rozmawiali, dowcipkowali a nagle BUM!
I po chwili znaleźli się przed Stwórcą.
Potrząsając głową, wszechmocny Jahwe popatrzył na nich z politowaniem i rzekł:
- Reformę mogę zrozumieć. Ale do czego ona prowadzi? Czy jest jakiś kres? Ty, Goldblum! Popielniczki w świątyni? Żeby mężczyźni mogli palić czytając Torę?
Goldblum zbladł. Jahwe kontynuował:
- No, ale jakoś mogę z tym żyć. Mężczyźni są słabi, ale Słowo jest silne! I faktycznie więcej ich pojawiało się u ciebie w Bożnicy. Przyjmuję cię...
Goldblum odetchnął z ulgą. Jahwe perorował dalej:
- Bauman! Naprawdę akceptuję to, że mój lud musi jeść, ale rozdawianie kanapek z szynką w światyni w Jom Kipur? Czy to aby nie lekka przesada

Bauman zwiesił głowę ze wstydu. Jahwe kontynuował:
- No, ale dobrze. Z tym jedzeniem koszernym to była przesada i ja tego nie wymyśliłem. Sami żeście sobie ubzdurali taki głupi zapis w Torze... I fakt, że twoja bożnica pękała w szwach od wiernych. Wybaczam ci.
Bauman także odetchnął z ulgą. Jahwe:
- RABINOWITZ!! Ale ty to już poszedłeś po bandzie!!!
- Ależ Jahwe... u mnie w bożnicy się nie pali... nie podaje niekoszernego jedzenia!!!
- No oczywiście, że nie! Ale żeby w Rosz Haszana i Jom Kipur zawsze wystawiać przed bożnicą szyld: "ZAMKNIĘTE Z POWODU ŚWIĄT?!"