Jak kupujesz w komisie i pytasz, to "wie pan... ja tam nie wiem".
A jak coś wyjdzie na teście - to przecież nie wiedzieli.
Jak nie wyjdzie (prawdopodobne, bo stacje często testują na odwal) to frajer złapany.
Tak kłamią, że po prostu mialoby się ochote wygarnąć. Chyba każdy kto szukał samochodu sam przeżył takie historie.
Auto wyjatkowo wyszykowane na sprzedaż (mimo to w środku tylko nasrać i wbić widły) - ogołocone ze wszystkiego co przedstawia jakąś wartość.
Każda opona to 10 letnia zimówka innej firmy (w lecie) i tłumaczenie sprzedawcy - bo ja myślałem że to wielosezonowe

Plus oczywiscie zabrane alufelgi, bo przeciez 400zł piechotą nie chodzi.
A jeszcze są tacy, co na widok miernika grubości lakieru czy jakieś uwagi co do auta stają się agresywni. Słyszałem o przypadku wyrzucenia z posesji właściciela z wiązanką brzydkich słów, oraz bardziej typowe przypadki typu "chcesz nowy to do salonu!" i odjazd z piskiem opon. Masakra.
Z takimi trupami to na złom a nie do ogłoszeń.