|
Żebyśmy się dobrze zrozumieli: w naszej kulturze przyjęte są pewne standardy zarówno zachowań, jak i ubioru, i nawet chłop na co dzień łażący w podartym waciaku do teatru myje się i wbija w najlepszy garniak jaki ma. Sam, mimo że tego nie cierpię, na spotkania biznesowe wkładam garnitur i krawatkę, choć konwenanse mam raczej w głębokim poważaniu.
Ale z drugiej strony daleki jestem od oceniania ludzi po wyglądzie: nie interesuje mnie, czy ma Rolexa, czy Zarię, i czy ma w ogóle jakiś zegarek, jeśli nie spóźnia się na umówione spotkanie. Nie jest ważne, czy ma iPhona, Blackberry, czy 20 letniego Siemensa, bo to nie świadczy o jego kulturze, tak samo zapewnia kontakt, a w co się on bawi ze swoją słuchawką mnie nie interesuje jeśli tylko nie robi tego przy mnie.
Natomiast jak ktoś ocenia człowieka na podstawie jakiś drogich gadżetów - o, to jest dla mnie właśnie takim śmierdzącym chłopem w waciaku w teatrze i wolę się do niego w ogóle nie zbliżać.
|