Miałem Doxę.
Nosiłem zawsze i wszędzie, z nią się myłem, z nią spałem.
Niestety po jakichś 10 latkach straciła szczelność na wałku/ośce. Niestety zegarmistrze rozłożyli ręce - stary zardzewiały wałek wymienili na nowy, niby uszczelnili, ale szczelności nie udało się odzyskać. Mówili, że praktycznie niewykonalne jest zregenerowanie, czy wymiana oryginalnego uszczelnienia. Oddając im sprawiedliwość, mówili mi to przed decyzją o naprawie...
Teraz Doxa leży sobie gdzieś w szafie, a mnie przeszła ochota na inne zegarki. Miałem do niej sentyment.
I tak już, od paru lat bez zegarka na ręce zyję. Przyzwyczaiłem się już.
PS Aleście tu narzeźbili w międzyczasie