To żałuj
Wyścig świetny. Po kilku okrążeniach z racji stosunkowo wczesnej pory myślałem, że zaraz niechybnie usnę (jeśli wyścig jest nudny, to nawet w środku dnia usypiam, przy tym sporcie tak mam ;P ), ale z każdym okrążeniem coraz bardziej się wciągałem.
Historia z kołem Schumachera rzecz jasna zasmuciła mnie okrutnie, szczególnie, że tam była szansa na co najmniej 5-6 miejsce, a zapewne nawet nieco lepiej. Trudno.
Trzeci wyścig sezonu i trzeci raz Vettel ustrzegł się zwycięstwa

Mało tego, na ostatnich okrążeniach mocno stracił (a ja już w okolicach 50. okrążenia liczyłem zawzięcie, kto kogo dzięki DRS wyprzedzi - Vettel Buttona czy Button Vettela - na finałowej pętli. Wciąż mam wrażenie, że Red Bull w którymś momencie wymyśli następcę dmuchanego dyfuzora (właściwie to z wielkich liter powinienem to napisać

) i mam nadzieję, że w tym momencie o ile Vettel znów zacznie wygrywać, to będzie musiał ostro gonić innych - sytuacja z zeszłego sezonu była po prostu nudna.
Pierwszy wyścig od dawna, w którym strategia naprawdę mnie zaangażowała. Można było z zapartym tchem przeliczać, jakie skutki powinno dać takie a nie inne zachowanie zespołów. Aż szkoda, że na pusto bolidy zaczęły znacznie wolniej zużywać opony, już widziałem oczyma wyobraźni jak Rosberg kończy wyścig w kłębach dymu, tracąc po 3 sekundy na okrążenie do rywali i mając akurat tyle zapasu, żeby w takiej sytuacji jeszcze o włos zdążyć, o ile opony nie powybuchają w międzyczasie
No i jeszcze jedna bardzo dziwna dla mnie rzecz - niezwykle przyjemnie słuchało mi się Kochańskiego

Obaj komentatorzy popełniali błędy (usłyszałem na przykład, że zostało 12 okrążeń do mety w momencie, gdy było ich 16), ale mówili ciekawie, a Kochański miał naprawdę wyjątkowo udany dzień.