W Warszawie to kończenie się ścieżek przed pasami jest nagminne. Raz mnie policjant zatrzymał po bardzo szybkim przejechaniu przejścia, na którym nikogo nie było. No i mnie poucza, i zaczyna: a jakby tam ludzie byli? No to nogi mi się ugięły i mu mówię: No tak, rozumiem, a gdyby tu moja matka staruszka przechodziła? Załapał, obśmiał się i mnie puścił.