|
1. Tomasz Majewski mówił o etyce, a nie prawie.
2. Przytoczona interpretacja (to takie pojęcie prawne, a nie "zasady i paragrafy") jest od lat znana i nawet nie jest interpretacją prawną, bowiem bazuje na nigdzie nie uznawanej zasadzie*: "jeśli mnie nie złapią, to mój czyn jest prawny". Konkretnie chodzi o praktyczną niemożność i bezcelowość udowodnienia czynu tzw. paserstwa, którego można dopuścić się pobierając muzykę bezprawnie rozpowszechnioną i udostępnioną.
* Oprócz czytelników GP, Pinezek i URze
Oczywiście normalnym ludziom tego tłumaczyć nie trzeba, ale napisałem, bo jeszcze jakieś dziecko przeczyta, co ten człowiek wypisuje.
|