|
To chyba jednak powinno być trochę jak w piłce nożnej - tam błąd sędziego obowiązuje, nawet jeśli kamery doskonale pokazały, że było inaczej niż sędzia pokazał. W F1 aż tak skrajna zasada nie jest możliwa, ale błąd którym sędziowie nie zaczęli chociaż się zajmować podczas GP nie powinien móc być brany pod uwagę później. Inaczej ten sport mógłby się zmienić w niekończące się dyskusje, gdzie sam wyścig byłby dopiero początkiem i pretekstem do prawdziwej gry (legalistycznej). Ferrari świetnie postąpiło - co innego krzyczenie podczas wyścigu, ze coś jest nie tak (każdy zespół powinien mieć wręcz możliwość nieustannego podglądu z kamer rywali), a co innego zaskarżanie wyniku po GP.
|