znaki u nas nie stawia się tam, gdzie są potrzebne (w większości przypadków).
stawia się je na prośbę mieszkańców, którym przeszkadza ruch, wibracje, ufo, dziwki w pobliskim lesie i 1000 innych rzeczy, a najbardziej sama droga.
stawia się je także jako dupochrony dla urzędasów "dla świętego spokoju".
jak inaczej nazwać zakazy zatrzymywania i ograniczenia prędkości w strefach zamieszkania?
ostatnio postawiliśmy 3 lustra drogowe niemalże jedno obok drugiego dla właściciela posesji i kolegów zza płota.
pan płakał, że zakręt ogranicza mu widoczność (obudził się po tylu latach). więc przyjechał urzędas, poszła decyzja i dostał.
jak nietrudno się domyślić, sąsiedzi poszli w jego ślady...
przy okazji zrobię kiedyś fotkę, to wrzucę owo kuriozum myśli urzędniczej.
nieraz stawialiśmy znaki dla urzędu miasta i wiem jak to wygląda.
może zrobię o tym AMA na wykopie?