Podgląd pojedynczego posta
Stary 06.12.2012, 21:44   #15813
Jarson
Pa rampamer
Zlotowicz
 
Avatar użytkownika Jarson
 
Data rejestracji: 24.10.2006
Lokalizacja: Zachlajki
Posty: 10,479
Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>
Nie wiem, czy jest uzasadniona, wiem za to, że ilekroć człowiek brał się za "regulacje", nic dobrego z tego nie wychodziło. Oczywiście nie możemy być bezmyślni i mówić "jakoś to będzie", ale wszelkie działania należy bardzo dokładnie przemyśliwać.

Co do ryby i wędki, to rzeczywiście problem. Potem mamy całe społeczeństwa, które są całkowicie uzależnione od pomocy i choćby mogły same zapracować na dobrobyt, to będą biernie czekać aż ktoś im da.

Co do wpływu dobrobytu na dzietność. W latach 60. antropolodzy i socjolodzy patrzyli na wzrost majętności społeczeństw i mówili mniej więcej tak: "skoro wczoraj rodzina mogąca wyżywić pięcioro dzieci miała pięcioro dzieci, to jutro jeśli ta rodzina będzie mogła wyżywić dziesięcioro, będzie miała dziesięcioro". Po prostu nie przewidziano innych czynników wpływających na dzietność.

Tymczasem okazało się (co wywołało powszechne zdziwienie), że im więcej pieniędzy ma nowoczesna rodzina, tym ma mniej dzieci. Zaczęto to badać i spostrzeżono, że duża liczba dzieci stanowiła dla rodziców kapitał, więc "inwestowano" w nie - póki rodzice mieli siłę je wykarmić - jak najbardziej, tak jak dziś przedsiębiorca wiedząc o dobrym interesie wkłada w nie tyle wolnych środków ile ma, bo z każdej złotówki może mieć kilka złotych zwrotu. Ponieważ zaczęto wprowadzać systemy emerytalne, ludzie odkładali pieniądze na starość itp, ten argument okazał się nieistotny. Mało tego - dzieci stały się wydatkiem, ponieważ trzeba je było kształcić, coraz dłużej utrzymywać, aby w rezultacie mogły się usamodzielnić i pójść "na swoje".

Paradoksalnie okazało się, że im bogatsze społeczeństwo tym kosztowniejsze dzieci - stąd dwójka, maksymalnie trójka okazała się optimum.

Do tego doszedł fakt wzrostu wykształcenia, a co za tym idzie technik NPR, antykoncepcji, a więc coraz bardziej świadome decydowanie się lub nie na dzieci (a do tego aborcje, których w ciągu roku na świecie przeprowadza się ponad 40 milionów, w tym wiele w krajach rozwiniętych...)

Przy tym wszystkim okazało się, że zmniejszenie śmiertelności wśród noworodków nie było w stanie zrekompensować nawet w części spadku ilości owych noworodków.

Jeszcze jeden czynnik, nieco przewrotny - to właśnie socjologowie zrodzili w swoim czasie panikę, że staje się nas za dużo (do dziś się to powtarza, stąd np. ten komentarz - echo tych poglądów). Dziś już znamy czynniki powyżej i o tyle jesteśmy mądrzejsi, ale jak widać pochopnie wydany pogląd pokutuje
__________________

Jarson jest online   Odpowiedz cytując ten post