Jak w temacie - dosłownie i w przenośni.
Po pięciu latach wróciło na moje komputerowe biurko maleństwo po lewej:
Rzecz w tym, że nie chciałem sobie poszerzy przestrzeni roboczej wyciągając z szafy stary monitor. Po prostu LCD Samsunga zaczął odmawiać posłuszeństwa. Ostatnimi czasy dało się słyszeć zaraz po włączeniu oraz cały czas po wyłączeniu piski z (powiedzmy) zasilacza, które znikały tylko w czasie pracy. Zanim nie ustały, monitor się nie włączał, co najpierw trwało nie więcej niż sekundę, a później systematycznie coraz dłużej. Dziś już myślałem że nie włączy się w ogóle, przez co z żalem podłączyłem jako główny ekran Eizo.
Samsunga rozebrałem na części pierwsze i zobaczyłem jedno miejsce na płycie głównej które wygląda na mocno przegrzane (zwęglona osłonka jednego z - znowu powiedzmy - tranzystorów). Wyczyściłem to miejsce, lekko poprawiłem pobliskie elementy i nie robiąc zdjęć złożyłem monitor, ale nie pomogło - włączył się może po trzech minutach. Po włączeniu działa perfekcyjnie, żadnych problemów, można przełączać źródło sygnału, zmieniać nastawy obrazu itd. itp.
Nie interesuję się szczególnie elektroniką, na Elektrodzie nie chce mi się zaczynać zabawy z poznawaniem monitorologii od Adama i Ewy, więc Was zapytam teoretycznie - co to właściwie może być? Gdyby monitor padł z dnia na dzień, dałbym sobie spokój, ale żal mi odpuścić urządzenie z matrycą bez jednego bad piksela, które działa perfekcyjnie o ile już się włączy. Na razie pytam teoretycznie, bez zdjęć, bo nie chce mi się już dziś drugi raz panelu rozbierać (w obie strony to lekko licząc godzinka). Na razie zbieram myśli - również Wasze