Piwo niepasteryzowane o terminie przydatności pół roku, jogurty i kefiry z "żywymi kulturami bakterii" o miesięcznym terminie przydatności itp. to robienie z ludzi *****i.
Pamiętam swoje pierwsze piwo kupione w browarze rozlane i zakapslowane tego samego dnia. Oczywiście niepasteryzowane. Po otwarciu po tygodniu ukrywania przed rodzicami już nie nadawało się do picia. A jak piana osiadała na ściankach kufli pamięta ktoś?
Pseudo soki (nektary i napoje imitujące doskonale opakowania tradycyjnie kojarzone z sokami), pseudomleko (kto pamięta smak mleka takiego w szklanej butelce ze srebrną albo złotą folią aluminiową jako kapslem - nawet to całkiem przypominało smak mleka od krowy). Nawet surowe mięso w sklepie jest naszprycowane wodą z chemią (jak ktoś ma możliwość, to niech porówna jak wygląda mięso "od chłopa", z jego świni w porównaniu ze sklepowym, ile z niego wypływa przy pieczeniu czy jak się smaży). W chlebie soli jest więcej niż mąki (prawie sama chemia, ulepszacze). Emulgatory (substancje pozwalające mieszać wodę i inne wypełniacze z produktem podstawowym żeby na półce jeszcze z niego nie wypłynęły) we wszystkim. Naprawdę teraz w sklepie ciężko znaleźć coś bez chemii (chcę wierzyć, że na stoiskach Bio i w produktach dla niemowlaków nie ma chemii). A jak już jest, to kosztuje krocie. Ale zapłacenie wysokiej ceny nie gwarantuje niczego (w przeciwieństwie do niskiej ceny - bo jak wędlina zrobiona ze schabu jest tańsza, niż surowy schab, to chyba oczywiste, że coś tu mało schabu).
Pozostaje szukać solidnych dostawców - na bazarkach bywają domowi producenci. Raz widziałem, jak ludzie dopytywali pewnego pana, co miał niby trochę mąki i zboża na stanowisku czy ma "taką to a taką kiełbasę/chleb/costam" swojej roboty. I widać, że każdy wiedział o co chodzi i czego szuka - a pan wyciągał spod lady takie rzeczy, jak moja babcia robiła z 30 lat temu.
Ja, jak na razie robię sobie chleb z mąki własnego pełnego przemiału (mielę ziarno kupione "od chłopa" w Zelmerze) który mój dziadek skwitował "o, taki jak przed wojną". Niedawno zacząłem robić wędlinę długodojrzewającą (aż się zdziwiłem, że
to tylko tydzień trwa - i otrzymujemy super wędlinę o zawartości mięsa ok. 125% - ale jak dłużej podojrzewa, to więcej wody odparuje).
Chcieliśmy postępu, to mamy. Jeszcze trochę i będziemy jeść jak w Seksmisji albo w Matrix.