Do tej pory nie miałem okazji osobiście poznać Windows 8. Ale wczoraj trafiła mi się okazja.
Pacjent : 2-miesięczny laptop Dell Inspiron, procesor Intel i5 3337U (Ivy Bridge, 2 core + HT), 4GB RAM, HDD 500GB toshiba.
Zadanie: pozbyć się Windows 8
Postanowiłem się więc szybko przyjrzeć najnowszemu dziecku M$, zanim go wywale. Ocena 100% subiektywna i oparta na bardzo krótkim używaniu - nie trzeba jej brać bardzo poważnie.
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Windows startuje jak rakieta. Z dysku HDD startuje jak z SSD. Bardzo to miłe. Potem było jeszcze lepiej - animacja grafiki jest idealnie płynna, jak na konsoli do gier. Nie ma żadnych zaciachów, jakie mogą przytrafić się na Viście lub Xorg. Wielkie brawa za optymalizację.
Lecz niestety na tym dobre rzeczy się w zasadzie skończyły. Nowy interface i pełnoekranowe aplikacje wszyscy domownicy bez wyjątku uznali za pomyłkę. Jest nieintuicyjne, a znalezienie opcji zamknięcia systemu zajęło mi dobre pół minuty. M$ postawił chyba na zrobienie testu na inteligancję. Nowe płaskie okna sa po prostu brzydkie i nie współgrają z resztą UI programów. Pulpit ciągle się gdzieś gubi za sprawą pełnoekranowych aplikacji i agresywnych kafli i trzeba go szukać wśród innych aplikacji. Dopóki się do tego człowiek nie przyzwyczai - mamy chaos. Lepiej nie odkładać klawiatury - o dziwo w tym nastawionym na dotyk intefejsie bardzo często się przydaje. Ktoś powinien się zastanowić co robi - czy nowoczesne UI czy powrót do DOS.
Wracając do kafelków - czas startu aplikacji kafelkowych woła o pomstę do nieba. Najszybsze startują ok 4-5 sekund. Odpalając allego przez 8 sekund oglądamy ... pełnoekranowe logo allegro. Najlepsza była jednak pogoda Bing. Startowała ze 20 sekund. To jakaś komedia. To nie wina kompa, nic nie robił, łącze wifi N - neostrada 10Mbit. Ostatni raz takie prędkości widziałem na 386DX/40. Ma to dobre strony - można w miedzyczasie zrobić sobie kawę.
UI działa płynnie i swoimi animacjami i wodotryskami stara się zamaskować powolność systemu. Coś tam się animuje, bzdety szmery bajery, goniące się bez zaciachów kropki - ale suma summarum wszystko się dzieje (jak na moje standardy) wolno.
Operacje plikowe są jak zwykle koszmarnie wolne. Kopiowanie
drobnych plików między dyskami to udręka - prędkość spada do 1,2MB/s. Profile użytkowników na dysk USB (100GB) kopiowałem z 5 godzin, choć szacowałem 1-1,5h (dysk USB2.0). Czas kasowania plików można mierzyć kalendarzem, bo na stoperze kończy się skala. Aby urozmaicić użytkownikowi oczekwianie dodano wykres usuwania plików. Jedyne zastosowanie to chyba wrzucenie go na demotywatory z dopiskiem "Prędkość - według M$". Znowu czułem się jak na 386DX/40 bez władowanego smartdrv.exe

. Kasowania danych total commanderem (60GB zdjęć) trwało tyle, że komputer mi się uśpił i zawiesił (nie chciał wstać)....
Miłe są usprawnienia poczynione w eksploratorze plików. Troche to może brzydko wygląda (cały UI jest minimalistyczny - a w exploratorze nawalone przycisków) ale mi się podoba, że mamy dużo rzeczy pod ręką.
Moja zabawa długa nie była, ale generalnie jestem na NIE. Zdecydowanie wole windows 7 i cieszę się, że w Win 8.1 będzie menu start. Dodałbym jeszcze opcje odinstalowania kafelków, bo szkoda na nie miejsca na HDD. O dziwo choć Cinnamon od razu wszystkim się uniwersalnie podoba i nawet dziecko go bez problemu używa na netbooku - to Win 8 wszystkich uniwersalnie irytuje.
No i to tyle, dziś dokończe egzorcyzmy nad tym biednym lapem