Podgląd pojedynczego posta
Stary 26.11.2013, 01:20   #7
Jarson
Pa rampamer
Zlotowicz
 
Avatar użytkownika Jarson
 
Data rejestracji: 24.10.2006
Lokalizacja: Zachlajki
Posty: 10,490
Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>Jarson ma doskonałą reputację, jest przykładem osoby znającej się na rzeczy <2000 i więcej pkt>
W tej kwestii były, są i będą skrajne opinie. Mi się bardzo spodobał komentarz cytowany drobnym maczkiem pod spodem, nie dość że wyjaśnia logicznie moim zdaniem zagadnienie, to jeszcze z uwzględnieniem dodatkowych argumentów jak nadmiar bodźców komunikacyjnych.

Jak czytam, że ktoś się obrusza na "prostowanie rond" i robienie z nich ciągu następujących po sobie skrzyżowań, to mi ręce opadają. Nigdy do głowy by mi nie przyszło rozbierać ronda na czynniki pierwsze i dzielić na kawałki. Traktuje je jako pojedyncze skrzyżowania, w całości. Ale nawet doskonale wiedząc, że zamierzam skręcić w lewo (autor artykułu przekonuje usilnie, że jest to na rondzie możliwe - no jasne, że jest!) nie widzę powodów informowania o tym innych. Przecież skręcając w lewo jadę po prostu swoim pasem nieco dłużej i każdy chyba widzi, że skoro nie włączyłem w międzyczasie kierunkowskazu w prawo, to nie zamierzam jeszcze z ronda zjeżdżać.

Cytat:
Szanowny Panie "redaktorze" (proszę wybaczyć, ale bez cudzysłowu moja klawiatura nie chce tego wpisać). Proszę mi uprzejmie wyjaśnić, dlaczego specjalnością naszego narodu jest, że jak coś działa – i od lat działa dobrze – zawsze musi się znaleźć jakiś niespokojny duch, który poczuwa sobie za punkt honoru przy tym pomajstrować. Czy żeby tylko zaistnieć? Tak bez oglądania się na koszty? Cudze koszty. Bez odpowiedzialności za skutki tego majstrowania. Nie jest Pan w tym ani pierwszy, ani oryginalny. Mocno już nieświeża hydra w postaci rzekomej konieczności (czy - potrzebie) włączania lewego kierunkowskazu przy wjeździe na skrzyżowanie o ruchu okrężnym – czyli potocznie "rondo" - odradza się co jakiś czas od nowa. Już ponad 10 lat temu w Krakowie nawiedzony "właściciel sześciu szkół jazdy na dwóch samochodach" (to nie moje określenie, to jego środowisko tak go scharakteryzowało), który na łamach Dziennika Polskiego podawał recepty na pokonywanie kolejnych krakowskich skrzyżowań ("tu najlepiej będzie przejechać na lewy pas między trzecim a piątym odcinkiem linii przerywanej") dorwał się do Ronda Mogilskiego (jeszcze w starym układzie komunikacyjnym) i zaczął tak wydziwiać z tymi kierunkowskazami – że aż mu ich brakło. Bo wlotów było... pięć. I jak tu je podzielić, na które machać tym lewym, a na które nie? Skończyło się - łaskawy panie - moim, dość obszernym artykułem w tymże samym Dzienniku Polskim – w którym na pomysłach tego pana nie zostawiłem suchej nitki. I nawiedzony pan położył uszy po sobie – i przez około dekadę mieliśmy spokój. Czy coś zlego się działo w tym czasie? Źle to działało? Teraz hydra odżyła w Kielcach czy w Radomiu – w osobie jakiegoś równie nawiedzonego "egzaminatora nadzorującego". Oprócz Pańskiego doświadczenia za kierownicą (moje jest trochę mniejsze, zawodowo jeździłem tylko 15 lat, chyba jeszcze nie przekroczyłem dwóch milionów – ale od dawna już tego nie liczę) mam jeszcze coś – czego Panu wydaje się brakować: wiedzę własną. I na niej się opieram – nie na cudzej. Ukończone studia podyplomowe w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego (są takie, dość niełatwe – na ponad 50 startujących w moim roczniku ukończyło około 20-tu) oraz takie same w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych (bodajże 34/13). Bieżący udział w branżowych konferencjach, seminariach, szkoleniach etc. A w branży siedzę łącznie już ponad 40 lat. I mam uprawnienia i certyfikaty i dekrety etc. etc. potwierdzające posiadanie przeze mnie bieżąco weryfikowanych wiadomości w tym zakresie. I aktywnie opiniuję. Więc mam nadzieję być uprawnionym do tego, by dwóm pańskim pomysłom dać zdecydowany odpór. Dlatego pytam przede wszystkim: komu i co chce pan sygnalizować tym swoim lewym kierunkowskazem przy wjeździe na rondo? Kamieniom, trawnikowi – czy może kwiatom na wyspie centralnej? Bo temu, co jedzie za panem – na jaką cholerę ta informacja? A dla tych, którzy czekają na poszczególnych wlotach istotna jest jedynie informacja podana Pańskim prawym kierunkowskazem: wyjeżdża z ronda – mogę się włączać – do mnie już nie dojedzie. A jeżeli nikomu i nic – to po co? Nie będę Panu tłumaczył podstaw inżynierii ruchu drogowego, co to są bodźce komunikacyjnie ważne, ile ich uczestnik ruchu jest w stanie dostrzec i rozpoznać w jednostce czasu, jak nadmierna ilość tych bodźców wpływa na zmęczenie kierującego etc. etc. Odsyłam do lektury Dziennika Polskiego. Numeru niestety nie pamiętam – ale był to okres jesień 2001 wiosna 2002r. Ze wskazaniem na wiosnę. Albo jeszcze lepiej do literatury naprawdę fachowej. Jest np. taki periodyk IES – nazywa się Paragraf na drodze. Tam Pan poczyta ludzi, którzy naprawdę prawo – nie tylko to o ruchu drogowym – mają w koniuszkach palców. I naprawdę profesjonalnie go komentują. (cdn.)
Jarson jest online   Odpowiedz cytując ten post