Nie odpalałem PS2 już dobre dwa lata. Xboxa jeszcze dłużej. PSXa to już zapomniałem kiedy spakowałem do pudła. Moją główną i w zasadzie jedyną current genową (teraz to już raczej past genową

) konsolą jest PS3. Stara fatka, czyli wielkie bydle, ale jest stosunkowo cicha. Większość gier cache'uje dane, więc trzeba czekać aż to zrobi zanim można zagrać. Jakieś 99.(9) znanych mi gier posiada patche, więc kolejne oczekiwanie na ich ściągnięcie i instalacje.
Do czego zmierzam?
Odpalam PS2. Cholera, ale ten wiatrak wyje! Odpalam PSX, w mordę jeża ale ten laser głośno jeździ po tych sankach! Na tyle przywykłym do tych turbinek i HDD, że zwyczajnie zaczęło mnie to irytować, przeszkadzać w grze, płoszyć z przed fotela. ALE. Są malutkie (a mówię przecież o SCPH-7502 i SCPH-39004R). Gry wkładam i od razu gram, na nic nie czekam, nic mnie nie trzyma za nogę. Żadne internety, weryfikacje, srakcje. Żadnego cache'owania, żadnego czekania na dasha, żadnego strachu że gra się wysypie lub zawiesi.
Do czego zmierzam?
Przez te wszystkie lata zapomniałem już jak przyjemnie było odpalić konsolę - i po prostu zagrać. Nowe platformy są tak absorbujące, tak niedopracowane jak również i gry na nie, że człowiek nie może już tak jak dawniej rozsiąść się wygodnie i w pełni odprężyć. Nie może już po prostu grać, bez obawy że mu wysypie save, gdzieś się powiesi, indziej szarpnie animacja, że połowę gry wyrąbali siekierą na rzecz ukrytych płatności, czyli DLC.
Co się stało z konsolami? Uruchamiając PS3 czuję, że uruchamiam muła, który ciągnie za sobą inne. Czuję że uruchamiam... PC!
Taki wieczór refleksji.