Lepiej - znajomy opowiadał mi, jak jego mama zapytała się swojego męża, zawodowego kierowcy: "jeśli wpadnę w poślizg, ale szybko wyciągnę kluczyk, to auto się zatrzyma?"
Dziś u nas na wschodzie napadało fest i dwa razy obróciło mnie o 360 stopni. Musiałem na moment zajrzeć do pracy i dojeżdżając na miejsce przypominałem sobie jazdę w poślizgu. Jest tam świetne miejsce, na szerokiej, bardzo mało uczęszczanej drodze z bardzo dobrą widocznością. Cała rzecz jak zwykle polegała na tym, że zarzucałem tył, a następnie wyprowadzałem auto z poślizgu. Oczywiście kilka razy spróbowałem na granicy obrotu (najpierw tył w jedną stronę, potem w drugą mocniej itd.), z czego w dwóch przypadkach nie udało mi się odpowiednio skontrować kierownicą i gazem i musiałem odpuścić. Rezygnowałem z kontry, pozwalałem autu zrobić pełen obrót jeszcze mu pomagając, by nie obróciło się jedynie tyłem, a następnie - nie zatrzymując się - już spokojnie prostowałem i jechałem dalej.
To się jednak przydaje. Co prawda w zwykłym ruchu nigdy nie pozwalam sobie na zabawę, ale może mi zawsze nagle ktoś wyjechać, albo nawet sam się zagapię i mam pewność, że zareaguję wówczas właściwie. Również dziś - a warunki były naprawdę fatalne - po raz pierwszy od kilku lat wpadłem w poślizg w mieście, w normalnym ruchu. Na lewoskręcie na skrzyżowaniu lekko zarzuciło mi tył - trudno się dziwić, w tym miejscu był ślad wyślizgany przez co najmniej kilka samochodów, które tam wpadły przede mną

Praktycznie na to nie zwróciłem uwagi, podciągnąłem samochód lekko w prawo nieco bliżej krawężnika i bez najmniejszych reperkusji pojechałem dalej.
Jednak nie mniej ważna od umiejętności jest prędkość. Gdybym jechał o 5km/h szybciej, mógłbym się nazywać Hamilton, a krawężnik i tak bym zaliczył...