Tak. Dakar, od paru lat umownie tak nazywany, to magiczne piekło.
A Michał nie był amatorem. Co prawda był to jego debiut w Dakarze, ale on nie wziął się z choinki. Brał już udział w pustynnych rajdach, do tego przygotowywał się dwa lata. Zawsze można powiedzieć, że to za mało.
Każdy w coś wierzy i ma swoje marzenia. A co powiedzieć o himalaistach? Po co tam włażą? Dla takich, jak my też bez sensu.
A ten facet z kajaka przez Atlantyk?

Można leżeć w łóżku i zginąć tragicznie...
Nie osądzajmy ich w taki sposób.
Dla rodziny i dla nas wszystkich to tragedia. Zginął młody człowiek, choć zginąć nie musiał.
Jego śmierć nie zatrzyma ani tego Dakaru, ani następnych. Dla kolejnych straceńców będzie jeszcze większą adrenaliną.
PS Dzień wcześniej Małyszowi spłonęło auto. Cudem zdążyli z niego uciec. Też go to nie powstrzyma przed kolejnymi.