|
Demek nie pisz głupot o banach. Nikt cię nie zbanuje za dyskusję, w której masz inny punkt widzenia. To jest właśnie istotą dyskusji.
A wracając do tematu. W moim regionie jakieś chyba 3 lata temu, było wtedy głośno w mediach o wielu bezsensownych i dublujących się znakach drogowych i ograniczeniach, przejechali się drogowi decydenci (chyba z gdaki) i co zrobili? Ano kazali zdjąć wiele z tych znaków i w wielu miejscach podnieśli ograniczenia prędkości z 50 do 70 km/h. W obszarach zabudowanych, ale gdy warunki 'okołodrogowe' na to pozwalały - wypisz wymaluj pasujące do opisów Jarsona.
Droga krajowa 11 na przykład. Dopóki było 50, to miśki regularnie suszyły ile się dało, wszyscy wiedzieli gdzie. Teraz jest 70 i co się okazuje - nie ma kogo suszyć, bo praktycznie nikt tej siedemdziesiątki nie przekracza. Oczywiście w miejscach przejść przez drogę i przystanków są ustawione znaki 50, po ich minięciu z powrotem stoi 70. Zapewniam cię, że to działa i kierowcy zwalniają przed przejściami. Miśki już nie suszą, wszyscy zadowoleni. Da się? Da!
Wiem, że są giganci jak z twoich przykładów i na takich trzeba dobrego kija, ale nie róbmy na siłę z normalnych ludzi przestępców, piratów drogowych i morderców. Rozwój cywilizacyjny wymaga m.in. sprawnego przemieszczania się i tej Wisły kijem nie zawrócisz. Ludzie jeszcze potrafią myśleć i zauważać głupoty na drogach i zachowują się logicznie i racjonalnie.
Aparat represji nie jest jedynym, a już na pewno nie najlepszym środkiem poprawy bezpieczeństwa na drogach. On jest potrzebny choćby na tych wariatów, których i tak nigdy nie wyeliminuje, ale pewnie ograniczy zjawisko i niejednemu uratuje zdrowie czy życie. Nie popadajmy w skrajności.
__________________
Pozdr./Grzeniu
|