Żyjemy w Polsce, rozmawiamy po Polsku. Wtrącenia angielskie to faux pas. Wystarczy, że wyjdę na ulicę i widzę wszystkie (!) sklepy z angielskimi nazwami i chińczykami w co drugiej uliczce, a kebabami w co trzeciej.
Chyba że ze slangu hak1erskiego, takie wyjątki są dopuszczalne.