|
Samochody były wtedy inne, prędkości były inne... W ruchu miejskim hamowania przebiegały łagodniej. A jak przyszła zima i posypało solidnie, jeździło się naprawdę sporo wolniej. Sam pamiętam, jak przedzieraliśmy się po takiej śnieżycy drogą wojewódzką maluchem z prędkością 30 km/h, a kilka aut wyprzedziło nas, jadąc ok 50 km/h - i to wszystko. Poza terenem zabudowanym, na dość prostej drodze. Dziś po opadach jadę tam 80-90 km/h, jak naprawdę mocno sypnie to na zakrętach zwalniam czasem do siedemdziesiątki...
|