Trzasnąłem wycieczkę taką samą jak poprzednio, tylko na odwrót, do Karczewa, na prom do Gassów, wzdłuż Wisły... 10 kilometrów od promu złapałem gumę...

Dętki nie zabrałem, dzika dzicz dookoła, żadnych autobusów, dopchałem rower ze 3 kilometry do pierwszej strefy i wezwałem taryfę.

Nie chciało mi się wsadzić opaski antyprzebiciowej do tylnej opony, to zapłaciłem 50 za kurs + 10 za samochód kombi.