|
Znam takich lokalnych sklepikarzy u mnie i owszem - nie zbankrutowali, ale tak jak kiedyś funkcjonowali komfortowo, tak teraz mają nierzadko problemy z płynnością... Za to łańcuch dostawców mocno się zachwiał, tam pracę potraciło masę ludzi.
Nie zapominajmy o jednym. Od kiedy powstała Biedronka konsumpcja w naszym kraju znacznie wzrosła, również w odniesieniu do artykułów spożywczych. Tymczasem twarde dane pokazują, że poza marketami nie budują się prawie żadne sklepy. A więc całą nadwyżkę zgarnęły sieci, głównie zagraniczne.
Porównując z okresem sprzed 15 lat - a mam doskonałe porównanie, gdyż wiele lat mieszkałem w Lublinie i kiedy wróciłem łatwiej mi było zobaczyć zmiany - zwykłych sklepów jest troszkę mniej niż kiedyś. Praktycznie 90% zostało. Tyle, że część z nich regularnie zmienia właścicieli. Jeden warzywniak od lat stał i stoi w jednym miejscu, ale szyld już chyba z piąty... Widocznie ktoś dostaje pieniądze z UP na założenie działalności, dwa lata musi to prowadzić, a potem jak ZUS skacze mu do góry z miejsca rezygnuje. W tym samym czasie w mieście powstały dwie Biedronki (w tym jedna z ubiegłego roku, powstała w miejscu dawnego tartaku), Lidl i Tesco.
Jest jeszcze kwestia okolicznych miejscowości. Tam lokalne sklepy poupadały w połowie - mieszkańcy wolą raz na tydzień zaliczyć biedrę, gdzie zaoszczędzą kilka-kilkanaście procent na zakupach, a to przy jednorazowych większych sprawunkach da się wyraźnie dostrzec.
Edit:
A co do tego, co napisał Grzeniu - słyszałem, że producent chrupek z nieodległego Chełma musiał wyasygnować komuś z biedry okrąglutki milion, żeby jego produkt pojawił się na półkach...
|