Ja też się wychowałem na ośmiu bitach, ale za najlepsze uważam dużo, dużo starsze.

No, może po za kilkoma wyjątkami takimi jak The Fantastic Adventures of of Dizzy i Gimmick! na NES/Famicom i Tales of Phantasia na SNES/Super Famicom.
Rewelacyjny jest OST z Legacy of Kain: Soul Reaver (PSX/DC/PC), szczególnie gościnny w nim Ozar Midrashim. Seiken Densetsu IV (PSX), Vagrant Story (PSX), Chrono Cross (PSX), Okami (PS2/GC/Wii/PS3), Advent Rising (Xbox), seria Metal Gear Solid (PSX/PS2/PS3/PS4/Xbox/GC) itd.
Ale to było kiedyś... Dzisiaj królują bezpłciowe brzdęki tzw. muzyki filmowej, czyli bezładne muzyczne podkreślanie wydarzeń na ekranie, folki w casaualach i jpop w jRPGach od którego można dostać ku
rwicy uszu. Era muzyki w grach się skończyła (jeszcze są niedobitki jak w Raymanach, ale generalnie rzecz biorąc już jest pustynia).