No właśnie w tym cały problem.
Mi LibreOffice wystarcza w stu procentach. Nie zawsze jednak wystarcza "na zewnątrz".
Problemy mogą się też pojawić w "wewnętrznym obiegu" dokumentów, co czasem przysparza trudności. I tak domyślnie dokumenty z Google Drive'a mam pobierane jako .xlsx, .docx itd. Ale kiedy dziś przerzucałem jeden katalog z drive'a prywatnego na firmowy, najpierw pobierając go na komputer, to po przekonwertowaniu arkuszy na .xlsx, wrzuceniu w chmurę a następnie otworzeniu pojawiły się rozbieżności - drobne, ale niepożądane. W przypadku złożonych dokumentów takie różnice, które nie muszą się pojawić ale trzeba się z nimi liczyć potrafią zirytować.
W ogóle nie zabolałoby mnie przejście całego otoczenia na LO, jednak dopóki się to nie stanie wygodnie jest mieć MSO. Ostatnio się obywałem, ale raz byłem zmuszony zainstalować triala 2016-tki, żeby coś dopracować. Jeśłi za 30 zł/mc będę miał dostęp do pełnego oprogramowania - to kusi. Ale tak - w miarę możliwości kieruję się ku LO i w ogromnej większości przypadków wystarcza. Również Thunderbirda od co najmniej kilku lat mam zainstalowanego zarówno na prywatnym jak i firmowym komputerze i nie narzekam