|
Najgorsze jest to, że wszyscy chyba widywaliśmy newsy jak to jeden czy drugi SM wlepiał bez opamiętania mandaty powołując się na nieprawidłowy znak, czy nieistniejący przepis. No i w takim przypadku oczywiście po nieprzyjęciu mandatu i rozprawie sąd przywraca równowagę we wszechświecie posyłając mandat w kosmos. ALE - moim skromnym zdaniem, do przywrócenia równowagi we wszechświecie w pełni należałoby posłać w kosmos również umowę o pracę takiego strażnika. Bo ile osób dla świętego spokoju - lub z braku wiedzy - przyjmie mandat?
Z tego własnie powodu choć jestem z grubsza przekonany, że znak w myśl przepisów jest po prostu kawałkiem plastiku na kawałku styropianu przykrytym kawałkiem struktury pomalowanej odrobiną farby, to jednak nie doradzam z góry ignorowania go. Po prostu nie możemy mieć pewności, że właściciel nie załatwił sobie pozwolenia, po drugie, że jakiś strażnik nie skorzysta z okazji i nie sieknie mandatu nie patrząc na takie pierdoły jak kodeks ruchu drogowego czy ustawę o - sam nie wiem - drogach i parkach, geodezji i kartografi, whatever...
Moim zdaniem w takim wypadku bezpieczniej jest żeby nielegalnie ustawiony znak zniknął - trzeba po prostu raz udowodnić urzędnikowi, że jest w tym miejscu niewłaściwy. W innym wypadku być może w poniedziałek wytłumaczysz strażnikowi Kowalskiemu, że te "P" na ścianie nic nie znaczy, a we wtorek zobaczysz karteczkę za wycieraczką podpisaną przez strażnika Nowaka, którego przy Twoim tłumaczeniu w poniedziałek nie było. I tak dalej...
|