Cytat:
Napisany przez andy
Widzisz a mi się ich filozofia nie podoba, nie odpowiada.. Przemyślana jest po to aby napędzać jak największe $$$$. Wiem każda firma po to istnieje tylko tutaj jest przesada.
|
O widzisz, tu ciekawie napisałeś - że można przesadzić. Bo dziś ludzie o tym zapominają.
Piszę ogólnie, ale część z tego odnosi się do Apple, szczególnie ostatnio. Tyle, że nie tylko oczywiście.
Jakby tak przejrzeć podręczniki ekonomii z ostatnich kilkudziesięciu lat - nie jestem ekonomistą, wiem że to bardzo duże uogólnienie, ale czepiam się wybiórczo tylko jednego jedynego aspektu - to jeszcze 40-30 lat temu kładło się nacisk na to, że trzeba produkować. Dzięki zasadom rynku ta produkcja z jednej strony ma przynieść zysk producentom, a z drugiej - pozwoli konsumentom na bogacenie się, bo produkty będą akceptowalnie niedrogie.
Tu jednak stała się rzecz do przewidzenia, a jednak bardzo znamienna. Bogate kraje Zachodu były stosunkowo drogie, a produkcją z radością zajęły się rynki wschodzące z Chinami na czele (w ogóle historia gospodarcza Chin począwszy od Mao Zedonga jest arcyciekawa). I okazało się, że cała nowoczesna gospodarka wymaga w swych założeniach "przekalibrowania".
Szybko okazało się między innymi, że z czystej produkcji łamanej na prawa rynku tak łatwo jak się zdawało wyżyć się nie da. Towaru jest w bród, jest tani jak barszcz itd. I wydawało się, że na to też jest sposób - jeśli wyprodukowanie czegoś kosztuje 10$, a żeby się opłacało powinno kosztować stówę - to sprzedajemy to za stówę i wsio. Wszyscy hepi, dalej jest rynkowo, tyle że takiemu Fordowi czy innym fabrykantom przełomu XIX/XX wieku włosy stanęłyby dęba, jakby zobaczyli, jak wiele pozmieniało się w akcentach.
Niby hepi, ale tu zaczęła do głosu dochodzić właśnie przesada. Otóż na przykład wizjoner Jobs potrafił jako jeden z pierwszych zauważyć, że również taki sprzęt jak elektronika może wymknąć się prawom księgowych i stać się produktem - dziś byśmy powiedzieli - designerskim, za który, jak za sztukę czy za biżuterię, płaci się nie na podstawie kosztów produkcji, a jak za dzieło. I to było bardzo rozsądne. Ale już obecni potomkowie myśli Jobsa siadają najwyraźniej przy stole i pytają (pytanie to jest bolączką wszystkich dzisiejszych korporacji): "co możemy zrobić żeby powiększyć obecne zyski?"
Oczywiście, dla akcjonariuszy to pytanie jest najważniejsze. Przecież nawet akcjonariusz kupujący akcje "w szczycie" oczekuje że ich wartość będzie wzrastać w nieskończoność. Ale nie tylko nie jest to korzystne, należy powiedzieć więcej - tak nie wolno! Jak ze wszystkim w życiu, tak i tu obowiązuje zasada (tylko korporacje jeszcze o tym nie wiedzą) - lepsze jest wrogiem dobrego. Istnieje optimum, którego przekroczenie będzie niekorzystne, im dalej - tym bardziej. I właśnie w tym punkcie Zachód znajduje się gospodarczo w tej chwili - nieco poza punktem optimum, w kierunku "przedobrzenia".
Co nam grozi?
Po pierwsze, zwirtualizowanie rynku. Zamiast realnych wycen korporacje bazują na jakichś chorych wyliczeniach "wartości dodanych", "imejzingu" itd. To jest współczynnik, składowa, ale nie można budować tylko na tej podstawie, korporacje nie produkują dzieł sztuki, tylko produkty do choroby!
Po drugie, wkroczenie Pragmatyków. I tak na przykład Chińczycy są baardzo pragmatyczni. Nie było nic niebezpiecznego w oddaniu produkcji chińskim przedsiębiorstwom - albo oni albo roboty w Europie, tak czy owak wiadomo było, że trudno dziś oprzeć gospodarkę na pracy wytwórczej. Ale Chińczycy idą dalej. Oni wzruszyli ramionami i powiedzieli: "my nie będziemy dodawać 500% do ceny produkcji. Zrobimy dobry produkt i sprzedamy go za koszt produkcji + 50% na koszty opracowania i promocji + KW do konsumenta. Czyli tak, jak 50 lat temu robiło każde przedsiębiorstwo w Europie.
A co z tego wyjdzie - tego nie wie nikt. Może korpo się otrząsną i obudzą. A może - i tego możemy się obawiać jako realnego zagrożenia - firmy chińskie zaczną tworzyć w Europie jedynie pakowalnie swoich produktów - bo okaże się że taniej będzie wysłać do Europy pięć kontenerów sprzętu i kontener ze złożonymi opakowaniami, a następnie u nas na miejscu spakować to w gotowe produkty o objętości 20 kontenerów.
Nie żyjemy w bajce. Rycho by to mógł doskonale powiedzieć. My sobie piszemy bajkę, ale w nieskończoność tego robić niepodobna. Wsio.