A czego oni się spodziewali?
Może uwierzyłbym, że jest szansa na udane przeprowadzenie takiej akcji gdybym nie widział, co dzieje się, kiedy w Lidlu i innych dyskontach pojawiają się produkty promocyjne po dość atrakcyjnych cenach. Rano takiego dnia nie ma sensu iść po zakupy.
Być może autorzy promocji liczyli w tym konkretnym przypadku na uczciwość Polaków, bo przecież czym innym jest pchanie się w tłumie po tańsze o połowę gumowe klapki pod prysznic i do znajomych, a czym innym jawne okradanie sklepu - bo czym niby jest zwracanie opakowania produktu, który wczoraj ze smakiem się wtrąbiło? Niestety, co jest bardzo smutne, organizatorzy srodze się przeliczyli.
Oczywiście odsetek takich cwaniaków, wyznających życiową maksymę "jak ktoś pozwala się oszukać to należy go oszukać" jest mimo wszystko stosunkowo niewielki. Po prostu ludzie tacy wyraźnie i negatywnie się wyróżniają.
Decyzja o przerwaniu promocji oczywista i słuszna. Nawet gdyby formuła była inna i nie byłoby problemu przynoszenia do sklepu śmierdzących czy brudnych opakowań, a wystarczyłyby paragony - to nie widzę powodu, dla którego Lidl miałby się narażać na nieuzasadnione straty i w pełni popieram decyzję o zakończeniu promocji.
A swoją drogą można to było sprytnie ukrócić. Wystarczyło postawić przy kasie co któregoś sklepu inspektora sanepidu, który nie patrzyłby nawet na kogoś, kto przyniósł jedno opakowanie (po to jest akcja, żeby móc to zrobić), ale takim, co przynieśli worek "śmieci" pakowałby po pińcet. Za stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego, za to że opakowania nie zostały odpowiednio umyte przed przyniesieniem w miejsce, gdzie sprzedaje się żywność. W końcu możliwość zwrotu opakowania nie znosi obowiązku zachowania zasad higieny w miejscu publicznym. Wiem, że to nierealne, bo zaraz posypałyby się komentarze, że państwowa instytucja chwyciła okazję do dorobienia i inne podobne, ale myślę, że większość myślących tylko by przyklasnęła